- Tłumaczenie się żałobą narodową jest bardzo nie w porządku – mówi portalowi Fronda.pl prezes Studenckiego Koła Myśli Politycznej UW, Michał Kowalczyk. - Tym bardziej, że nam nie pozwolono zorganizować spotkania we wtorek, a już dzień później środowiska LGTB zorganizowały typowo propagandową debatę "Kampanie społeczne na rzecz osób LGBTQ w Polsce. Specyfika, ocena, perspektywy" – tłumaczy.
W debacie, zorganizowanej przez Studenckie Koło Myśli Politycznej UW, stowarzyszenie studentów Soli Deo i Krucjatę Młodzi w Życiu Publicznym, mieli wziąć udział oprócz dr Paula Camerona także szef niemieckiej akcji "Dzieci w niebezpieczeństwie" i autor książki "Rewolucja seksualna zagraża dzieciom", Mathias von Gersdorff. Dyskusję miał moderować prawnik, wykładowca UW, dr Krzysztof Wąsowski.
Standardowe procedury stały się niestandardowe
Do Wąsowskiego we wtorek dzwonił dziennikarz "Gazety Wyborczej" dopytując, dlaczego się zgodził poprowadzić spotkanie i czy zna publikacje i poglądy dr. Camerona. - Dla mnie to oczywiste, że rolą uniwersytetu jest stwarzanie pola do naukowych dyskusji, która polega na ścieraniu się argumentów – tłumaczy nam prawnik. - Nawet jeśli dla kogoś są one niewygodne, czy wydają się kontrowersyjne – dodaje w rozmowie z portalem Fronda.pl.
Jak się okazało, dla władz UW nie jest takie oczywiste, jaką rolę pełni uniwersytet. Ustaliliśmy, że organizatorzy konferencji w piątek popołudniu, gdy zamknięte już były sekretariaty władz UW, dostali telefon, "że spotkanie nie może się odbyć, bo jest żałoba narodowa". - Przecież żałoba kończy się w niedzielę, a konferencja miała być we wtorek – mówią nam zgodnie jej organizatorzy.
UW plącze się w zeznaniach
W poniedziałek studenci odpowiedzialni za debatę udali się do kanclerza UW, Jerzego Pieszczurykowa z pytaniem, dlaczego cofnięto wcześniejszą zgodę, zdobytą spełnieniem procedur ustalonych przez uczelnie. - W bliskości żałoby narodowej nie powinny się odbywać spotkania na kontrowersyjne tematy – usłyszeli. Kanclerz polecił im, żeby złożyli prośbę do pani prorektor o ustalenie innego terminu spotkania – opowiada Kowalczyk.
- Jeszcze tego samego dnia przedstawiliśmy pani prorektor, prof. Martcie Kicińskiej-Habior swoiste dossier dr Camerona, z jednej strony pokazując jego osiągnięcia naukowe, a z drugiej odkłamujące oszczerstwa rzucane na niego w Polsce przez środowiska gejowskie i "Gazetę Wyborczą" - mówi nam jeden z organizatorów.
Studenci nie mogli się skontaktować z prof. Martą Kicińską-Habior. - Pani prorektor jest zajęta – słyszeli. W końcu jeden ze studentów, Maciej Maleszyk, otrzymał pisemną odpowiedź. - Wykład, podczas którego miałyby być prezentowane poglądy przyczyniające się do szerzenia nietolerancji, utrwalania uprzedzeń, jednostronne i bez wartości naukowej (a tego możemy się spodziewać z dotychczasowych wystąpień dr Paula Camerona) byłby sprzeczny z misją Uniwersytetu – napisała pani prorektor.
Ma też pretensje, że organizatorzy spotkania nie poinformowali uczelni o nazwiskach prelegentów. - Jeśli na Uniwersytecie planowany jest wykład osoby, której poglądy budzą kontrowersje, rzetelność i dbałość o dobre imię UW, nakazywałyby uprzedzić o tych okolicznościach władze uczelni, już w momencie ubiegania się o zgodę na organizację wykładu – dodała prorektor. - Władze UW odwołały konferencję, bo studenci zataili, kogo zaprosili – napisał zaraz serwis Gazeta.pl.
UW rzecznikiem homo-lobby?
- To zwyczajne kłamstwo – mówią w rozmowie z nami organizatorzy spotkania. Pani prorektor kwestionuje procedury, które ustala sama uczelnia. - Jesteśmy zbulwersowani faktem, że Uniwersytet, który powinien stać na straży wolności badań naukowych, zajmuje się propagandą i promocją działalności środowisk gejowskich, hamując zarówno działalność studencką jak i jakikolwiek głos naukowy sprzeciwiający się homoseksualnej propagandzie – napisali studenci z trzech organizacji przygotowujących spotkanie do władz uczelni i Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
W ten sposób UW przestaje być ośrodkiem badań naukowych, a staje się rzecznikiem i promotorem jednej z grup społecznego nacisku i manipulacji – oceniają studenci. Wielu z nich wysyła listy protestacyjne do władz. Ich treść rozsyłają mailami i umieszczają na forach dyskusyjnych.
Mariusz Majewski
Tutaj można znaleźć treść listu z protestem i adresy, na które wysyłają go studenci.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

