Doktor Wanda Półtawska to człowiek leganda. Znana jest przede wszystkim jako niestrudzona obrończyni życia. Wykładała na Uniwersytecie Jagiellońskim, prowadziła poradnie młodzieżowe i małżeńskie, współpracując przez lata z ks. Wojtyłą. Z jego pomocą założyła Instytut Teologii Rodziny przy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.

Ksiądz, a potem biskup Wojtyła często spędzał z Półtawską i jej mężem Andrzejem wakacje. W bardzo osobistych listach nawiązuje m.in. do wspólnych wycieczek po Beskidach. - Dusiu, ja nigdy chyba jeszcze nie szedłem na żadną wycieczkę tak precyzyjnie wyekwipowany (...). Było mi dobrze i blisko. To już zresztą powtarzanie tego, co mówiłem. Rozwija się chyba jakaś treść międzyludzka, która dla mnie jest cenna - pisał ks. Wojtyła do Wandy Półtawskiej 28 lipca 1962 r.

Gdy w tym samym roku wykryto u niej nowotwór, bp Karol Wojtyła poprosił listownie Ojca Pio, słynnego stygmatyka (w 2002 r. kanonizowanego), o modlitwę za nią. Wyzdrowiała niespodziewanie tuż przed operacją.

W książce są nawet listy, w których kard. Wojtyła zwierza się ze swoich rozterek z czasu, gdy przewidywał już wyrok konklawe. W sierpniu 1978 r., gdy kard. Wojtyła odpoczywał w górach w towarzystwie Półtawskich, Wanda zanotowała: - W niedzielę szóstego rano powiedział przy śniadaniu: - Nigdy mi się nic nie śni, a dziś śnił mi się Ojciec Święty Paweł VI, że kiwał na mnie.

W liście z 20 października, cztery dni po swoim wyborze, papież pisze: - Pan Jezus zrządził, że to, co czasem mówiono, co Ty sama powiedziałaś nazajutrz po śmierci Pawła VI, stało się rzeczywistością. Bogu dziękuję, że mi dał tym razem tak wiele spokoju wewnętrznego - którego wyraźnie brakowało mi jeszcze w sierpniu - że mogłem to przeżyć bez napięcia. Z ufnością, że On i Jego Matka pokieruje wszystkim, również i w tych najbardziej osobistych układach, troskach, odpowiedzialnościach. Z przekonaniem, że - jeżeli nie pójdę za wezwaniem - również i w tych relacjach mogę wszystko popsuć.

Br. - taki podpis widnieje pod większością listów. To skrót od Brata, bo tak Jana Pawła II nazywała Półtawska. Poznali się na początku lat 50., gdy ks. Wojtyła był spowiednikiem w Kościele Mariackim. Został jej kierownikiem duchowym i przyjacielem.

- Od dwudziestu z górą lat, odkąd Andrzej powiedział po raz pierwszy, że Duśka była w Ravensbrück, powstało w mojej świadomości to przekonanie, że Bóg mi Ciebie daje i zadaje, abym poniekąd „wyrównał” to, co tam wycierpiałaś. I myślałem: za mnie wycierpiała. Mnie Bóg oszczędził tej próby, bo Ona tam była. Można powiedzieć, że przekonanie takie było „irracjonalne”, niemniej ono zawsze było we mnie - i ono nadal pozostaje. Na tym przekonaniu rozbudowała się stopniowo cała świadomość „siostry”. I ta również należy do wymiaru całego życia. Ona również nadal pozostaje.

Ich zażyłość trwała także za pontyfikatu Jana Pawła II. List z grudnia 1978 r.: - Byłaś i nadal pozostajesz moim „ekspertem” osobistym od dziedziny „Humanae Vitae”.

- Szłaś krok w krok z moim kapłaństwem i uczestniczyłaś od tylu lat w odkrywaniu tych znaczeń i tych wartości. Uczestniczyłaś twórczo. Nie możesz mówić, że nie widzisz teraz dla siebie „miejsca” - przekonywał ją w kwietniu 1979 r. W 1983 r. Półtawska została członkiem Papieskiej Rady ds. Rodziny, a później Papieskiej Akademii Życia.

87-letnia dziś Wanda Półtawska długo wahała się, czy ujawnić opinii publicznej korespondencję i fragmenty swoich notatek. Przed śmiercią Jana Pawła II spytała go, czy ma je spalić. Odpowiedział: - Szkoda.

 

 

MaRo/gazeta.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »