Sierakowski broni rzekomo dyskryminowanej grupy społecznej i nie rozumie, jak może być ona atakowana przez tych, o których przywileje walczy. Tłumaczy się z określenia "volkslista", które nie miało być zrównaniem a porównaniem.
Broni przy tym zasadności użytego przez siebie porównania, tłumacząc, że "gdy jakaś kategoria społeczna jest dyskryminowana i próbuje się temu przeciwstawić, a atakowana jest nie przez swoich naturalnych oponentów, ale tych, o których emancypację walczy, to budzi to szereg historycznych skojarzeń: adresy wiernopoddańcze, tradycja łamistrajków". Dodaje, że zdecydował się przeprosić tylko dlatego, że jego "wypowiedź została odebrana tak emocjonalnie" i zależy mu "na sprawie, a nie na kłótni".
Redaktor lewicowego kwartalnika dziwi się, że są kobiety, które nie podzielają poglądów kobiet wypracowanych na czerwcowym kongresie. Chciałby, by zamiast je krytykować autorki "antyparytetowego" listu doceniły i wsparły ich wysiłki.
MaRo/Rz
Zobacz także:
Sierakowski: Nie chcesz parytetów - jesteś jak kolaborantka
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

