- Użycie takiego słowa, takiego zwrotu jest obraźliwe, wręcz nikczemne - mówi portalowi Fronda.pl Bogusława Radziwon, właścicielka wydawnictwa TRIO i sygnatariuszka listu przeciwko parytetom. - Dla mnie osobiście jest to szczególnie przykre. Moja rodzina walczyła w powstaniu, w czasie wojny zginęło wiele osób. Nawet nie mogę o tym spokojnie mówić, tak się denerwuje - dodaje.

- To nadreakcja. Nie podoba mi się oczywiście sformułowanie którego użył Sierakowski, choć ma ono sens. Autorki listu w pewien sposób wpisały się na volkslistę patriarchatu. Wolałbym jednak byśmy dyskutowali ze sobą merytorycznie a nie komentowali kto, co i jak powiedział – mówi Fronda.pl Jacek Żakowski.

Sierakowski odmówił nam komentarza w tej sprawie.

Po zakończonym w czerwcu Kongresie Kobiet Polskich, na którym domagano się wprowadzenia w życie parytetów, czyli prawnych gwarancji obecności kobiet w parlamencie, rządzie czy w radach naukowych po równo z mężczyznami, medialna etyk prof. Magdalena Środa po raz kolejny zaapelowała w "Gazecie Wyborczej" o równą reprezentację kobiet. "Parytety dla kobiet są jednym ze sposobów tworzenia politycznej reprezentacji społeczeństwa, jak progi wyborcze czy rezerwowanie miejsc dla mniejszości narodowych" - napisała.

W odpowiedzi na te postulaty natychmiast powstała inicjatywa kobiet przeciwko parytetom. W liście opublikowanym w "Rzeczpospolitej" kobiety nie zgadzają się na tworzenie wrażenia, jakoby feministki reprezentowały wszystkie kobiety. Zauważyły, że nie wszystkie kobiety w Polsce czują się dyskryminowane i nie wszystkie domagają się przywilejów ze względu na płeć. Stwierdziły też, że łatwiej jest feministkom postulować o parytety niż wprowadzać skuteczne rozwiązania dla kobiet chcących łączyć macierzyństwo z pracą zawodową.

Autorki listu "antyparytetowego" napisały, że "równo nie powinno oznaczać przymusowej aktywności zawodowej", że "wprowadzenie parytetu w radach naukowych jest dla kobiet obraźliwe i kwestionuje ich możliwości intelektualne i zdolność do zajęcia miejsca w radach bez otrzymania dodatkowych "punktów". Kobiety spoza Kongresu Kobiet Polskich zdecydowanie sprzeciwiają się wprowadzaniu parytetów dotyczących 50 procent udziału kobiet w parlamencie, rządzie, nauce. "Takie rozwiązanie zamiast promować kobiety, sugeruje, że nie są one na tyle zdolne i przedsiębiorcze, aby samodzielnie, bez dodatkowego wsparcia osiągać sukces" - napisały.

 

MaRo/EmKa/JaLu