"Zgodni Partnerzy" to serwis dla homoseksualistów, który eHarmony zgodził się uruchomić po pierwszym tego typu pozwie. Wczoraj portal randkowy przystał na kolejną ugodę po oskarżeniach o dyskryminację. Na jej podstawie ma zmniejszyć opłaty za homo-subskrypcje, umieścić swoją nazwę na stronie dla homoseksualistów i podlinkować ją do głównej strony swojego właściwego serwisu.

- Nikt nie zabraniał tym homoseksualistom utworzenia sobie własnej strony randkowej – mówi portalowi Fronda.pl prezes Fundacji Przeznaczeni.pl Łukasz Wróbel. Całą sytuację ocenia jako absurdalną, także z czysto praktycznego punktu widzenia. - Jeśli ktoś ma konkretny pomysł ma biznes to tworzy produkt dla określonej grupy odbiorców. Na tej samej zasadzie można by oskarżyć o dyskryminację firmę produkującą kosmetyki dla mężczyzn, bo nie robi kosmetyków dla kobiet – komentuje Wróbel.

Dotychczas serwis eHarmony nie linkował do strony dla homoseksualistów, ani nawet jej nie promował. Uruchomił ją w efekcie porozumieniu z Wydziałem Praw Obywatelskich w stanie New Jersey, które zapadło po tym, jak mieszkaniec tego stanu Eric McKinley złożył oficjalną skargę przeciw firmie-swatce. Jej heteroseksualną politykę uznał za dyskryminacyjną. Stanowy Wydział ds. Praw Obywatelskich wszczął w tej sprawie śledztwo w 2007 roku i istniało duże prawdopodobieństwo ukarania serwisu. Firma zapłaciła wówczas prokuratorowi generalnemu 50 tys. dolarów na pokrycie kosztów śledztwa oraz 5 tys. dolarów z tytułu ugody dla McKinley'a. Otrzymał on także roczny abonament w serwisie. Drugą skargę przeciw eHarmony wniosło blisko 150 Kalifornijczyków i teraz firma za ugody z nimi zapłaci 500 tys. dolarów. A to jedynie dodatek do sumy 1,5 mln dolarów, które wydała na koszty obrony przed sądem.

Dlaczego firma była gotowa wyłożyć takie pieniądze na obronę swojej polityki przed sądem? Założona została w 2000 roku przez Neila Warrena, psychologa klinicznego z Uniwersytetu Chicago i doradcę małżeńskiego, który związany był z ewangelikalną wspólnotą promującą rodzinę i małżeństwo "Focus on the Family". Z założenia strona miała być przeznaczona dla osób szukających przyszłego współmałżonka.

Chcąc uniknąć jednak większych kosztów kary sądowej, firma uległa. - Pomimo że byliśmy przekonani, że skarga na naszą firmę była efektem niewłaściwej oceny serwisu, postanowiliśmy, że najlepszym rozwiązaniem problemu będzie porozumienie z prokuratorem generalnym - można przeczytać w sekcji FAQ na stronie eHarmony. W swoich oświadczeniach eHarmony zaprzeczyła wielokrotnie łamaniu praw obywatelskich.

Czy podobna sytuacja może spotkać polskie portale randkowe stawiające na promowanie wartości? Prezes Fundacji Przeznaczeni.pl jest spokojny. - Trendy z innych krajów wprawdzie docierają do Polski, ale nasze społeczeństwo jest na tyle zdrowe, że nie ulega pomysłom takiego ograniczania wolności – mówi Łukasz Wróbel i dodaje, że narzucanie przez homoseksualistów swojego profilu prywatnej instytucji przy wykorzystaniu środków państwowych jest właśnie takim ograniczeniem. - Jeśli jakaś wspólnota nie może stworzyć czegoś dla siebie, zgodnie z własnymi wartościami i jest to widziane jako dyskryminacja, to jest to groźna sytuacja. Ruch homoseksualny może stworzyć sobie własną stronę, ale chce posługiwać się czyjąś, używać czyjejś stylistyki, domaga się akceptacji, ale nie toleruje odmienności.

AJ

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »