Zgodnie z wielowiekową tradycją Wielkanoc obchodzona były wyjątkowo uroczyście w trójkącie Budziszyn - Kamjenc - Wojerecy w Saksonii, zamieszkiwanym przez katolickich Serbołużyczan. Kulminacyjnym punktem uroczystości były procesje konne w Pierwszy Dzień Świąt.

 

Najważniejszym zadaniem było ściągnięcie końskich „posiłków" pochodzących z innych regionów Niemiec, a także z Czech i Polski. W przededniu procesji jeźdźcy oraz okoliczna młodzież przygotowywali konie, od mycia począwszy na czyszczeniu i zaplataniu grzyw skończywszy. W niedzielny poranek siodłano konie, każdemu z nich zakładając czaprak, czyli rodzaj kapy z symbolem baranka.

Po porannych nabożeństwach jeźdźcy formowali wokół świątyń procesje, zwane kriżerjo, czyli tych, co niosą krzyże. Po trzykrotnym okrążeniu kościołów w dziewięciu kawalkadach tysiąc pięćset mężczyzn, ustawionych w parach, przemieszczało się przez kilka godzin od wioski do wioski śpiewem głosząc Zmartwychwstanie Pańskie. Wszyscy ubrani byli w identyczne stroje: cylindry, czarne fraki, białe koszule, krawaty lub muszki, rękawiczki i długie buty z cholewami. Na czele kawalkady jechali jeźdźcy z chorągwiami i krzyżami w dłoniach. Za śpiew odpowiedzialni byli kantorzy, a każdy z uczestników trzymał w dłoni śpiewnik.

Procesje wielkanocne są wyrazem wielkiego przywiązania Serbołużyczan do religii katolickiej, wytrwałości i uporu przy jej wyznawaniu. Stanowią też przedmiot narodowej dumy i odróżnienia od sekularyzującego się niemieckiego otoczenia.

Warto odnotować, że pięknym obrzędom wielkanocnym na Łużycach sporo czasu antenowego poświęciła radiowa Jedynka. Ze strony innych polskich mediów zainteresowania, podobnie jak w innych kwestiach związanych z Serbołużyczanami, nie było.

 

Marcin Palade

 

Autor jest politologiem, członkiem Stowarzyszenia Polsko-Serbołużyckiego „Pro Lusatia” w Opolu.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »