Joanna Senyszyn nie ustaje w obrzydzaniu i profanowaniu katolickich emocji. I dlatego właśnie w Dniu Zadusznym postanowiła oznajmić światu, że komunistyczne i materialistyczne poglądy na temat śmierci powinny zostać narzucone całemu społeczeństwu. „Dla Kościoła Wszystkich Świętych to dzień radosny, w którym - jak sama nazwa wskazuje - czci się jedynie świętych, czyli garstkę wybranych. Wprawdzie za takowych uważa się również osoby zmarłe, które po śmierci przebywają w niebie, ale ponieważ to wielka niewiadoma, pewni są tylko oficjalnie uznani w procesie kanonizacyjnym. Natomiast dla Polaków 1 listopada to święto zmarłych. Dzień smutku, zadumy i wspomnień o tych, którzy odeszli na zawsze. Może zatem pora ustanowić dniem wolnym od pracy 2 listopada. Byłoby to zgodne z naszą słowiańską tradycją czczenia wszystkich zmarłych” - oznajmiła.
Problem polega na tym, że nikt nigdy nie czcił zmarłych. I to w żadnej religii. O nich się troszczyło, modliło się za nich, albo chroniło przed nimi swoje domostwa. Ale to nie oznacza czci. Szczególnie, że jeśli przyjmie się materialistyczną koncepcję „odejścia na zawsze”, to i czcić nie ma kogo. O nieboszczyku trzeba jak najszybciej zapomnieć, żeby nie psuł nam on zabawy, i nie przeszkadzał w konsumowaniu życia. A, że tak jest, doskonale widać w Szwecji, w której materializm opanował już większość społeczeństwa, i w którym kultu zmarłych nie ma.
Ale wybitna specjalistka od „kultu zmarłych” nie byłaby sobą, gdyby nie zahaczyła o arcybiskupa Wesołowskiego i nie zaatakowała, w dość obrzydliwy sposób, Kościoła. „Wszystkich świętych jest ponoć około 10 tysięcy, gdyż w pierwszych wiekach chrześcijaństwa ich ogłaszanie należało do uprawnień każdego biskupa. Znając ówczesnych książąt Kościoła, strach pomyśleć, kogo wynosili na ołtarze. Gdyby dziś takie możliwości mieli członkowie Episkopatu Polski niewykluczone, że świętym zostałby abp Wesołowski. Za heroizm znoszenia choroby pedofilskiej” - oznajmiła Senyszyn.
A dalej zaczęła przekonywać, że trzeba przenieść dzień wolny z 1 na 2 listopada. „Polacy uważają 1 listopada za dzień wszystkich zmarłych. To dzień odwiedzania grobów bliskich, którzy odeszli. Bynajmniej nie wesoły. Wspomnienie zmarłych zawsze zawiera w sobie nostalgię i nigdy niekończący się żal. Zapala się znicze nie tylko na grobach rodziny i przyjaciół, ale też ludzi zupełnie nieznanych, których groby są opuszczone, a także w symbolicznych miejscach upamiętniających poległych, którzy z punktu widzenia Kościoła, świętymi nigdy nie będą. Zatem dla Polaków Wszystkich Świętych to naprawdę Święto Zmarłych. Stroją groby bliskich w nadziei, że kiedyś ktoś zadba o ich miejsce pochówku” - przekonuje. I apeluje, by zmienić datę dnia świątecznego. „Może pora skończyć z obłudą i przenieść dzień wolny od pracy na 2 listopada. Wprawdzie wtedy 1 listopada za garstkę świętych będzie się modlić tylko garstka, ale za to prawdziwe święto będą mieć wszyscy, którzy umarli. I wrócimy do słowiańskich źródeł. Będzie uroczy komplet z Halloween” - oznajmia Senyszyn.
TPT/naTemat.pl
