Zdaniem redaktora Piotra Semki, Stefan Niesiołowski przekracza kolejne granice. - Ewa Stankiewicz znajdowała się na terenie Sejmu, widać, ze to było przed hotelem sejmowym. Choć jest osobą publiczną i nie powinien się dziwić, że jest osobą publiczną. Miał prawo stwierdzić, że nie chce udzielać wypowiedzi, natomiast jego tyrady obrażające Ewę Stankiewicz, używanie ordynarnego określenia "won", mówienie o lizusach pisowskich jest przekroczeniem dopuszczalnej granicy. A już absolutnym skandalem jest fizyczna agresja wobec kamery - mówi Semka w rozmowie z portalem wpolityce.pl. 

 

Publicysta uważa, że Niesiołowski przekracza kolejne granice, ale wszyscy wokół zdają się uważać to za normalne. - Nikt z Platformy nie uważa za stosowne by to skomentować. Przypomina się przypadek Piotra Gulczyńskiego, szefa Instytutu Lecha Wałęsy, który w czasie procesu z Grzegorzem Brauenm zaatakował fizycznie kamerzystę. Tez nikt niczego nie skomentował - dodaje Semka. 

 

Zdaniem Semki wyraźnie widać, że wobec różnych osób stosuje się różne standardy. - Możemy sobie tylko wyobrazić co działoby się w Polsce gdyby to ktoś z PiS, np. Antoni Macierewicz, zaatakował kamerę. Jak się okazuje, zasady są różne dla jednych, inne dla drugich - uważa publicysta. Jego zdaniem, reakcja na tego typu zachowania powinna być bardzo zdecydowana. 

 

eMBe/Wpolityce.pl