"Ameryka nie jest ideałem, bywa cyniczna i perfidna, ale na tle reszty Zachodu zachowuje najwięcej bliskiego Polakom rozumienia dla logiki konfliktu dobra ze złem" - pisze Piotr Semka na łamach "Rzeczpospolitej".
Semka wychodzi od sondażu przeprowadzonego przez amerykańskie „Pew Research Center” sprzed ponad miesiąca, według którego większość naszych zachodnich sojuszników nie ma ochoty pomagać nam w przypadku zewnętrznej agresji. Wyjątkiem są tu Amerykanie. Publicysta jest zdziwiony, że sondaż „nie stał się przedmiotem zbyt wielu głębszych analiz”. „Nie zauważyłem też żadnych komentarzy polityków. Naprawdę nie ma nic do komentowania? A przecież wnioski płynące z lektury sondażu są, delikatnie mówiąc, alarmujące” – ocenia Semka.
„W grupie najważniejszych państw unijnych, jednocześnie członków NATO – Francji, Niemiec i Włoch – większość obywateli bez zażenowania wyraża pogląd, że ofiary rosyjskiej agresji powinno się pozostawić swojemu losowi. Jednocześnie to właśnie te kraje są najmocniej przekonane, że w razie poważnego zagrożenia militarnego z pomocą ruszą im właśnie Stany Zjednoczone. Kolejny paradoks, choć tylko pozorny, pokazuje, że mimo trudnych do przeoczenia przykładów agresji Putina na Ukrainie ankietowani mieszkańcy Francji, Niemiec i Włoch są coraz bardziej niechętni NATO” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.
„Udział w NATO, wcześniej uważany za powód do dumy, stał się reliktem minionej epoki i przestał pasować do antymilitarystycznych nastrojów” – dodaje Semka.
„NATO stało się organizacją niemal nieistniejącą w świadomości większości mieszkańców Zachodu. O ile flagi unijne są eksponowane na każdym kroku, o tyle idea wspólnej obrony nie budzi już żadnej pozytywnej emocji. Długie lata głoszono nawet, że nie ma komu zaatakować państwa NATO. Agresja Putina na Ukrainę niewiele tu zmieniła” – pisze dalej autor.
Wyrażając ubolewanie nad tym, że sondaż Pew nie stał się katalizatorem wielkiej debaty w Europie, Semka pisze: „Tak jak w XIX wieku publiczne mówienie o seksie uważano za coś niestosownego, tak na początku XXI wieku mówienie o obowiązkach wojskowych w państwach Europy staje się nowym tabu. Dlaczego Unia potrafi organizować szkolenia na temat segregowania śmieci, a nie do pomyślenia jest kampania społeczna, której celem byłoby budowanie szacunku do wojska? Dlaczego w krajach NATO nie wiszą bannery przypominające zasadę: ‘Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego?’”.
„Europejczycy przez wygodnictwo wyparli ze świadomości fakt, że wolność to wartość, która istnieje tylko wtedy, gdy ktoś gotowy jest jej bronić” – odpowiada Semka.
„Ileż to bowiem razy wyśmiewano Polaków za idealizowanie Ameryki? Sęk w tym, że sondaż Pew Research Center pokazuje wyraźnie, iż ten – wydawałoby się – irracjonalny sentyment do USA ma całkiem racjonalne podstawy. Amerykanie traktują serio ideę wzajemnej pomocy wojskowej członków NATO. To oni okazują się więc warci ciepłych uczuć” – stwierdza publicysta. „Ameryka nie jest ideałem, bywa cyniczna i perfidna, ale na tle reszty Zachodu zachowuje najwięcej bliskiego Polakom rozumienia dla logiki konfliktu dobra ze złem. Wolności ze zniewoleniem” – wyjaśnia.
Jaki płynie z tego wniosek? Bardzo pragmatyczny. „Polska równolegle do partnerstwa z USA w ramach paktu północnoatlantyckiego powinna pomyśleć o bilateralnej umowie wojskowej z USA. Nie po to, aby osłabić nasze więzi z NATO, ale aby wzmocnić nasze bezpieczeństwo wojskowe dodatkowymi ustaleniami” – pisze Piotr Semka. „Czy to będzie gwarancja, że nikt nas nigdy nie zdradzi? Stuprocentowej gwarancji nie ma nigdy. Ale lepiej wzmacniać współpracę z tymi, których społeczeństwa gotowe są bić się o wolność, niż z tymi, którym ta myśl przestała mieścić się w głowie” – kończy autor.
Cały artykuł PIOTRA SEMKI na stronach "Rzeczpospolitej".
bjad
