Przedmieścia St. Louis. W sklepie z używaną odzieżą Theresa Settles znajduje wielką czarna kołdrę. - Żeby dzieciaki nie zmarzły zanim nie zapłacę zaległego rachunku za ogrzewanie gazowe – myśli. Niespodziewanie podchodzi do niej kobieta w przyciemnianych okularach i wręcza dwa studolarowe banknoty. Pieniądze owija w papier z napisem: „Sekretny św. Mikołaj” - Jest tylko jeden warunek – mówi – i ty zrób dla kogoś coś miłego. Podaj dalej.
Tradycję „Sekretnego św. Mikołaja” zapoczątkował amerykański milioner Larry Stewart, który zbił fortunę na telewizji kablowej i usługach telefonicznych. Pewnego grudniowego wieczoru, kiedy właśnie wyleciał z pracy, poszedł do restauracji. Płacąc, poprosił kelnerkę, aby zatrzymała całą resztę, kobieta długo mu dziękowała, czym go bardzo zadziwiła. Pomyślał, że taka bezinteresowne gesty dają ludziom wiele radości. Kiedy dorobił się majątku w grudniu każdego roku wychodził na ulice i rozdawał banknoty studolarowe przypadkowo napotkanym osobom – zwłaszcza tym, którzy wyglądali jakby ich szczególnie potrzebowali.
Podczas 26 lat tego anonimowego rozdawnictwa "pozbył się" 1,3 miliona dolarów. Wspierał również lokalne organizacje charytatywne. Larry Stewart zmarł dwa lata temu na raka. Dziś jego przyjaciele kontynuują jego dzieło – sporo pieniędzy przeznaczył na ten cel w testamencie. Sekretnym św. Mikołajem zostaje przecież ten, kto zobaczy potrzeby drugiego człowieka i bezinteresownie okaże pomoc. Zwłaszcza, jeśli nie jest milionerem.
aj, Secretsantaworld.net
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

