Donald Tusk i Joanna Kluzik-Rostkowska postanowili odebrać partiom politycznym budżetowe subwencje. To nic, że premier przypomniał sobie o złożonej już w 2001 roku obietnicy dopiero po trzech latach kadencji sejmu. To nic, że liderka ugrupowania „Polska Jest Najważniejsza” nie pisnęła na ten temat ani słowem, gdy jeszcze należała do programowo przeciwnemu temu pomysłowi Prawa i Sprawiedliwości. To nic, że ten genialny pomysł przyszedł im do głowy dopiero w obliczu kryzysu finansów publicznych.

To wszystko nie ma znaczenia, ponieważ pomysł oderwania partii politycznych od państwowego żłobu jest po prostu słuszny. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy obywatele mają opłacać partie polityczne zasiadające w parlamencie, bez względu na to, czy głosowali na nie, czy na te ugrupowania, które nie przekroczyły 3-procentowego progu dającego prawo do uzyskiwania funduszy publicznych. A także bez względu na to, czy w ogóle głosowali. Rozwiązanie wprowadzone w 2001 roku scementowało istniejący już wcześniej kartel polityków, którzy jedynie wymieniają się u władzy, w niewielkim stopniu prowadząc inną niż poprzednicy politykę. To między innymi przez subwencje ugrupowania polityczne w Polsce stają się coraz bardziej wyalienowane ze społeczeństwa. Nie potrafią artykułować interesów poszczególnych grup społecznych, ani poglądów poszczególnych nurtów ideowych. Bo i po co, skoro nasze pieniądze dają im już na starcie przewagę przy sączeniu nam w oczy i uszy propagandy podczas kampanii wyborczych.

Tymczasem Stanisław Żaryn zarzuca Donaldowi Tuskowi „fałszywą solidarność”. Wskazuje na to, że pieniądze przeznaczane na subwencje stanowią nikłą część budżetu państwa. To prawda, ale subwencję jakże ważną, wpływającą na kształt polskiej sceny politycznej. Ponadto Żaryn podnosi odwieczny argument wszelkich zwolenników subwencji dla partii, który także stał u fundamentów tego nieszczęsnego rozwiązania. - Przedsiębiorcy mogą zyskać wpływ na partie, jeśli zaczną finansować ich działalność. A to z kolei może prowadzić do kupczenia ustawami, załatwiania interesów i przysług biznesmenom oraz doprowadzić do zupełnego załamania procesu legislacyjnego. Platforma nie wyciągnęła wniosków z afery Rywina, afery Misiaka, afery hazardowej. One były wynikiem zyskania wpływu biznesmenów na posłów – pisze Żaryn, ignorując fakt, że wszystkie wymienione przez niego afery miały miejsce już po obdarzeniu partii politycznych pieniędzmi z budżetu. Zgodnie z „teorią Żaryna” afery te w ogóle nie powinny więc mieć miejsca.

Odcięcie ugrupowań politycznych od budżetowego żłobu może okazać się jednym z niewielu sukcesów PO. Warto więc je wesprzeć, bez względu na to, czy podatki zostały podwyższone, a pomysł pojawia się całkiem przypadkowo dopiero na rok przed wyborami parlamentarnymi. I liczyć na to, że będzie to rozwiązanie permanentne, a nie tylko chwilowe.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »