W proteście przeciwko zmianom w systemie emerytalnym z Platformy Obywatelskiej odszedł senator Paweł Klimowicz. To nie pierwszy przedstawiciel partii rządzącej w wyższej izbie parlamentu, który opuścił jej szeregi – wcześniej Jacek Swakoń przeszedł do ugrupowania Polska Jest Najważniejsza.

Trzeba przyznać, że dla liczącego obecnie 54 senatorów klubu PO nie jest to duża strata. Tego typu migracje nie mają jednak miejsca w sejmie. A przyczyną jest większościowa ordynacja wyborcza do „izby namysłu i rozwagi”.

Powoduje ona, że senator, wybrany co prawda z poparciem macierzystego ugrupowania, jest jednak od samego początku bardziej niezależny od niego, niż poseł, który musiał najpierw postarać się o miejsce na liście, a po czterech latach będzie musiał ten wyczyn powtórzyć. I bez poparcia dużej partii można wejść dzięki ordynacji wyborczej do senatu, o czym świadczy choćby casus Henryka Stokłosy (mniejsza o to, czy wyborcy z Piły dokonali dobrego wyboru). Często to dużym ugrupowaniom zależy na tym, by to z ich poparcia znany i popierany w regionie człowiek wszedł do senatu.

Taki senator może sobie także pomyśleć, że jest na tyle rozpoznawalny, że szyld partyjny do działalności politycznej nie jest mu niezbędny – a już na pewno nie szyld dużego ugrupowania. Z takim przeświadczeniem łatwiej jest odejść z PO czy PiS (także partię Jarosława Kaczyńskiego opuszczają senatorowie, stają się parlamentarzystami niezależnymi, a jeden wstąpił do PSL). Nowinka w postaci jednomandatowych okręgów wyborczych z pewnością oddziałuje na ich wyobraźnię. Być pierwszym w wyścigu o jedno jedyne miejsce z regionu – to jest coś!

Oczywiście pojawia się pytanie, czy partyjni dysydenci słusznie kalkulują. Z całym szacunkiem dla Pawła Klimowicza, ale nie wydaje mi się, żeby zrobił szał w zbliżających się wyborach. Jest on jednak pierwszą jaskółką, która może zwiastować uniezależnianie się parlamentarzystów od partyjnych bonzów. Jeśli tak jest rzeczywiście, to nawet przygniatające zwycięstwo jednego ugrupowania w zbliżających się wyborach nie będzie musiało oznaczać katastrofy.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »