W Parlamencie Europejskim nie ma i nie będzie rozbierających skanerów. Europosłowie wybrali ochronę prywatności zamiast „bezpieczeństwa”. Szkoda, że przy okazji wyrzucili 600 tysięcy funtów w błoto.

Gdy sześć lat temu Parlament Europejski kupił za marne 600 tysięcy funtów skanery, dzięki którym strażnicy mogliby sprawdzić, co wchodzący na jego teren mają przy sobie (a także pod ubraniem), nikt nie pomyślał, że się zmarnują. Jednak bezpieczeństwo europosłów okazało się nie być aż tak istotne, jak ich prywatność. W związku z czym maszyny przez ponad 5 lat stały nieużywane i niszczały. Teraz nikt ich nie chce kupić, bo są stare.

Ale co tam, marne 600 tysięcy funtów. Podatnicy i tak zapłacą, nawet na kolejne, nieużywane zabawki. Na razie tego typu skanerów nie wolno używać na lotniskach w UE. Czy rządzący Unią Europejską politycy wezmą sobie do serca nauczkę europosłów i nie będą zmuszać swoich poddanych do poddawania się poniżającym kontrolom? Pompowanie cudzych pieniędzy do kieszeni producentów tego typu cudeniek powinno przecież znać swoje granice.

Stefan Sękowski

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »