Nie jest tajemnicą, że niemieccy protestanci nie przepadają za Benedyktem XVI. Ba, nie przepada za nim nawet duża część katolików – z niewiadomych przyczyn nie przepisała się ona jeszcze do Ewangelickiego Kościoła Niemiec, który jest na tyle fajny, że nie tylko wyświęca rozwódki na biskupki, ale także uznaje wartość związków nieheteronormatywnych. No cóż, może protestanci mają brzydszą oprawę nabożeństw.

Swoją niechęć wobec następcy św. Piotra wyraża otwarcie także część kierownictwa EKD. I w tej sytuacji Papież osobiście pisze list do lidera niemieckich katolików, w którym stwierdza, że chciałby spotkać się z duchowymi dziećmi Marcina Lutra na rozmowie dłuższej niż godzinę – tyle bowiem wyznaczyli im organizatorzy jego wrześniowej pielgrzymki do Niemiec.

Komuś dalekiemu od Kościoła może wydawać się to dziwne i przesadzone, ale następca św. Piotra rzadko zajmuje się tego typu sprawami osobiście. Jeśli postanowił sam wysłać list do Nicholausa Schneidera (przewodniczącego EKD), to znaczy, że jest to dla niego sprawa pierwszej wagi.

Nie ulega wątpliwości, że pontyfikat Benedykta XVI stoi w dużej mierze pod znakiem ekumenizmu. Silne gesty w kierunku wspólnot oddalonych od Kościoła rozpoczął od tych, które oddaliły się najmniej – od lefebrystów, którzy podówczas balansowali na granicy schizmy (tak, jak wiem, że nawet sedewakatyści i antypapieże widzą w sobie jedyny prawdziwy Apostolski Kościół, ale trzymajmy się faktów). Później przyszedł czas na anglikanów, którym dzięki „Anglicanorum coetibus” dał wspaniałą możliwość jednoczesnego powrotu do Kościoła i utrzymania tej części swej tradycji, która jest zgodna z jego nauką. Trwają trudne rozmowy z prawosławnymi, które dobrze rokują.

Papież jest także otwarty na włączenie do jedności protestantów – jak widać, jest to dla niego sprawa pierwszorzędna. Tym bardziej, że sami wykonali gest w kierunku Benedykta XVI (list biskupa Rzymu był odpowiedzią na pismo od Schneidera, który ubolewał, że czas przeznaczony na spotkanie między nimi jest za krótki) – w kontekście wcześniejszych ataków czołowych funkcjonariuszy EKD zarówno na niemieckich hierarchów (choćby abp Roberta Zollitscha), jak i samego Papieża tak właśnie powinno być. Oczywiście wymiana not i może kilkugodzinne spotkanie, to gesty, które nie oznaczają powrotu protestantów na łono Kościoła. Ale to znak, że zarówno Rzym, jak i niemieccy ewangelicy, nie zapominają o tym, że jedność jest pożądana.

Stefan Sękowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »