Profesor wydziału leśnego University of Georgia miał, według Sekielskiego, rozpocząć współpracę z SB w lutym 1982 roku. Nic nie wiadomo o informacjach, jakie przekazywał bezpiece, bowiem jego teczka się nie zachowała. Współpraca miała dobiec końca, w lipcu 1985 roku. Wedle prof. Antoniego Dudka mogło to być nagrodą za współpracę z SB.
Sam profesor jednak w specjalnym oświadczeniu na łamach portalu Niezalezna.pl odpiera te zarzuty. „Jestem pod tym względem całkowicie czysty. Jeśli ktoś dowodzi inaczej, posługuje się kłamstwem” - napisał w oświadczeniu. „Kiedy SB mnie aresztowała w marcu 1983 r., powiedziałem, że niczego nie podpiszę i że wolę zamiast tego pójść do więzienia. Powiedzieli mi, że gdy pójdę siedzieć, aresztują masę innych ludzi, którzy dla mnie pracują, a o których wiedzieli dzięki swemu donosicielowi. Dali mi czas, bym zastanowił się nad współpracą z nimi przez kilka dni i wypuścili mnie pod warunkiem, że nikomu nie powiem o moim aresztowaniu i stawię się u nich w poniedziałek. Natychmiast po wyjściu z SB ostrzegłem wszystkich moich współpracowników (z wyjątkiem Kuncewicza) i następne dni i noce spędziliśmy na ewakuowaniu drukarni i magazynów z tonami papieru” - uzupełnił.
„Nie interesuje mnie, co kto o mnie myśli, ale zależy mi na przyzwoitych ludziach w Polsce, którzy pozytywnie zareagowali na moją postawę w sprawie kłamiących, nieetycznych mediów. Jak powiedział Mark Twain, kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty, i jestem przekonany, że każde kłamstwo, które przemysł pogardy sfabrykuje, daleko dotrze, zanim zdążę je zdementować i będzie ciężko je sprostować. Proszę, by państwo ostrzegli swoich czytelników, że kłamstwo już ruszyło” - dodał naukowiec.
TPT/naTemat.pl/Niezalezna.pl
