- Zapewniam was, że nie molestowałem żadnych dzieci. Bardzo kocham dzieci – mówił Ulrich Sch., znany także jako Oliver Shanti, sądowi w Monachium. Dwie kobiety i czterech mężczyzn oskarżyło go o molestowanie seksualne w trakcie, gdy jako dzieci uwiedzionych przez guru sekciarzy, przebywały w założonej przez niego komunie w Portugalii.

Shanti zasłynął na początku lat 80-tych jako twórca pseudoindyjskiej muzyki. Po swoich azjatyckich wojażach założył w Bawarii sektę, z którą przeniósł się w 1985 roku do Portugalii. Grupa, której przewodził, była silnie zhierarchizowana; otoczony czcią Niemiec sprawował nieograniczoną władzę nad swoimi wyznawcami i dlatego też nie sprzeciwiali się oni seksualnym zachowaniom guru wobec swoich dzieci, które miały od 8 do 16 lat.

Dopiero w 2002 roku dwoje ofiar zdecydowało się zgłosić na policję. Od tego czasu Shanti ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem. Wpadł, gdy w próbował w niemieckiej ambasadzie w Lizbonie przedłużyć swój paszport. Chciał bowiem polecieć do Brazylii na leczenie – ma bowiem raka węzłów chłonnych. W dodatku zaraził się także gronkowcem złocistym odpornym na antybiotyki, dlatego też w trakcie rozprawy przebywał za szklaną ścianą, ubrany w gumowy kombinezon i maseczkę.

Sekciarzowi grozi do 15 lat więzienia.

 

sks/FAZ

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »