Minister spraw zagranicznych, poseł Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, nie wie, co mówi. Twierdzi mianowicie, że jeżeli PiS wygra wybory, to nie Beata Szydło, a Jarosław Kaczyński będzie premierem. Schetyna sugeruje niniejszym, że PiS od kilku miesięcy wszystkich nikczemnie okłamuje, bo potajemnie szykuje na premiera złego Kaczyńskiego, a Szydło to tylko tymczasowa fasada. Kto chce wierzyć, niechaj wierzy...
"ważam, że po wyborach, jeżeli mam nadzieję tak się nie stanie, że PiS mógłby tworzyć koalicję, czy nie daj Boże [sic! tak mówi minister partii gardzącej prawem Bożym!] rządzić samodzielnie, to uważam, że kandydatem będzie Jarosław Kaczyński" - stwierdził Schetyna na antenie TVP Info.
Minister uznał, że skoro w Sejmie o imigrantach mówił Kaczyński, a nie Szydło, to znaczy, że wszystko jest jasne! "Nie było Beaty Szydło. Jeżeli mówić o spawach imigrantów, w tak ważnej debacie, która się w Sejmie odbywała, to właśnie Beata Szydło jako kandydatka na premiera PiS powinna pokazać, jaką ma wizję rozwiązania tego problemu. Nie było żadnego głosu z jej strony. Głos fundamentalny, strategiczny, antyimigrancki zajął Jarosław Kaczyński. To jest dla mnie symboliczne" - powiedział.
Cóż, gratulujemy Schetynie "intuicji politycznej". Może to właśnie przez takie sądy jest dzisiaj łatwym do wymienienia ministrem nieodwołalnie upadająćej partii?
kad
