Grzegorz Schetyna to polityk, który nawet przez niektórych członków Prawa i Sprawiedliwości określany jest mianem człowieka dość rozsądnego, z którym można współpracować. Tymczasem to, co dzisiaj powiedział, to dowód na coś zupełnie przeciwnego. Są dwa wyjścia: albo Schetyna bredzi, albo kłamie, albo przez pięć ostatnich lat był pozbawionym moralności cynikiem.
Skąd tak ostry sąd? Już tłumaczymy. Otóż Grzegorz Schetyna powiedział dziś, że byłoby naprawdę źle, gdyby rząd, Sejm, Senat i prezydent byli z jednej opcji politycznej. A więc dokładnie tak, jak było za rządów PO, gdy Platforma kontrolowała rząd, Sejm, Senat i urząd prezydenta... No, chyba, że Schetyna chce bronić się "koalicją z PSL" - ale to, przynają Państwo, czysty absurd...
Wnioski są więc proste: rządy jednej partii są dobre, jeżeli rządzi Platforma. Gdy rządzi PiS, taka opcja jest zła. I pomyśleć, że to PiS-owi Platforma zarzuca "faszyzm!" Tymczasem to właśnie pan minister Schetyna zaprezentował iście reżimowe podejście...
"Powinniśmy zrobić wszystko, żeby cała władza nie dostała się w ręce środowiska PiS, bo to byłoby naprawdę źle, jeżeli i prezydent, i rząd, i Sejm, i Senat byliby z jednej opcji – szczególnie tak kontrowersyjnej i trudnej jak środowisko PiS" - powiedział dosłownie Grzegorz Schetyna.
Na tym jednak nie koniec. Schetyna bowiem dopuścił się jeszcze jednego ordynarnego kłamstwa. Powiedział, że samodzielne rządy PiS "nie sprawdziły się" w latach 2005-2007. Tymczasem... takich rządów nie było, bo PiS musiało wchodzić w koalicję z takimi gagatkami jak Andrzej Lepper i Roman Giertych.
Ministrze Schetyna, to jest po prostu kompromitacja...
kad
