Jak podaje "Rz" Schetyna miał usłyszeć tę propozycję na kilka dni przed eurowyborami. To nie przypadek — kampania wyborcza doprowadziła do kolejnych napięć między nim a Tuskiem. Premier był wściekły za wypowiedzi Schetyny krytyczne wobec Platformy i jej niektórych kandydatów.

Dlaczego padło na Moskwę? "Rz" tłumaczy, że z kilku powodów. Po pierwsze, formalnie to placówka prestiżowa, jako że Rosja to stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ i mocarstwo nuklearne — a zatem można byłoby wyjazd Schetyny przedstawić publicznie jako szczególną misję, nie zaś zsyłkę. Po wtóre, w Moskwie zwalnia się miejsce, bo pod koniec listopada kończy się kadencja obecnego ambasadora Wojciecha Zajączkowskiego. Po trzecie wreszcie, współpracownicy premiera opowiadają, że skoro Schetyna publicznie krytykował rząd za działania związane z katastrofą smoleńską, to w Moskwie miałby okazję osobiście się przekonać, jak wygląda współpraca z Rosjanami.

Schetyna nie chciał w rozmowie z „Rz" komentować tych informacji. Jego współpracownicy nie wyobrażają sobie, aby przyjął propozycję wyjazdu na placówkę zagraniczną — nawet jeśli to nie będzie Moskwa. Ale zdają sobie także sprawę, że jak tak dalej pójdzie to zarówno Schetyna jak i najwierniejsi mu ludzie zostaną wyrzuceni z list wyborczych Platformy przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu.

Ab/rp.pl