Fronda.pl: Czy Pana zdaniem można obecnie stwierdzić jednoznacznie, że Bronisław Geremek był lub, że nie był współpracownikiem służb PRL?
Wojciech Sawicki, historyk IPN: Stwierdzenie tylko na podstawie dokumentu ZSKO, że Bronisław Geremek był agentem, jest błędem. Nie wiemy, jaki był jego numer rejestracyjny, jaki był jego kryptonim, ani jaka była jego kategoria właściwa. Akta zaginęły – czyli nie mamy nic. Zgodnie z zapisami dokumentu ZSKO oraz z pomocami ewidencyjnymi SB na temat byłego szefa MSZ materiały dotyczące jego zostały złożone w Biurze „C” MSW. Tymczasem Departament Pierwszy miał swoje własne archiwum i własną ewidencję operacyjną. Zasadniczo teczki składał właśnie do swojego archiwum, a nie do MSW. W archiwum Ministerstwa wszystkie materiały, których sygnatury były „łamane na jeden”, oznaczały osobowe źródła informacji, lub kandydatów na te źródła. Departament I tymczasem sprawy swoich agentów składał we własnym archiwum. Tylko mniej istotne teczki wysyłał do archiwum Biura „C”. To, że czyjeś dokumenty zostały złożone do archiwum Biura „C” przez Departament I nie świadczy, kim ta osoba była dla tego Departamentu. Trzeba przeczytać dokumenty w tej sprawie, żeby coś powiedzieć. My nie wiemy, kim Geremek był dla Departamentu I.
Czyli wykluczyć możliwości współpracy też obecnie nie można?
Oczywiście, wykluczyć tego nie można. Jest prawdopodobne, że był on kontaktem operacyjnym. Jednak dowodów na to nie ma. Mógł być również kim innym. W Departamencie I, jeszcze poniżej sprawy operacyjnej, istniała kategoria „segregator materiałów wstępnych”, w skrócie SMW. To są czasem dwie, trzy strony dokumentów, a czasem wiele stron. W skrajnych przypadkach mógł być to człowiek, który był agentem jednostki SB, spotykał się z oficerami, potem wyjechał na Zachód i nawet składał jakieś donosy, a potem przestał być interesujący dla Departamentu I. I te materiały będą właśnie oznaczone jako SMW. Segregator to bardzo różne dokumenty – od świadomych współpracowników po osoby, które nie wiedzą, że ktoś się nimi interesuje. Jeżeli SMW jest mało wartościowy Departament mógł podjąć decyzję o wysłaniu materiałów do archiwum Biura „C”.
W archiwum tym wszystko, co przychodziło z Departamentu, otrzymywało sygnaturę „.../1”. Oni nie wiedzieli, co się w aktach znajduje, więc archiwizowali je jako najtajniejsze. Z tego może powstać wrażenie, że to są materiały dotyczące agentów. Tego nie da się jednak powiedzieć. Problemem ws. Geremka jest to, że my nie wiemy, jaki on miał pseudonim w Departamencie I. Gdybyśmy go znali, to nawet bez teczki, można by bardzo szybko ustalić, kim on był i być może nawet znaleźć ewentualnie jego donosy. Jednak tego nie mamy. Mamy jedynie wiadomość, że coś przekazano do archiwum MSW, a potem sprzątnięto to stamtąd w 89 roku. Nie mamy żadnej możliwości weryfikacji tej sprawy.
Pana zdaniem jest szansa na taką weryfikację w przyszłości?
Gdyby to było takie proste, to ja bym to już sam dawno ustalił. Ta sprawa interesuje wielu ludzi. To nie jest proste. Również akta rezydentury paryskiej Departamentu I MSW nie dadzą prawdopodobnie odpowiedzi na pytanie o przeszłość Geremka. Bowiem dokumenty z lat 60. się nie zachowały. Ich nie ma, one zostały zniszczone. Uznano, że one się do niczego nie przydadzą, że to starocia. Gdyby one były dostępne, bardzo łatwo ustalilibyśmy, kim był Geremek w tym okresie dla MSW.
W Pana ocenie czym były materiały dot. Geremka?
Prawdopodobnie on był kandydatem na TW i dlatego w ZSKO nie ma kryptonimu tych akt. Tych akt fizycznie nie ma, nie mamy też kryptonimu. Jednak zapisy ZSKO nie mają dla mnie znaczenia. Bowiem funkcjonariusze w Biurze „C” nie rozumieli akt Departamentu I. Instrukcja operacyjna tej jednostki była bowiem tajna, jej nikt nie znał. Archiwiści więc klasyfikowali materiały wedle innego klucza niż Departament I. Czasami pisali więc absurdalne rzeczy. Przykładem tego jest użycie terminu „tajny współpracownik”, albo „kandydat na tajnego współpracownika”, ponieważ Departament I w ogóle nie używał takich kategorii. Jednak to nie jest błąd, czy fałszerstwo.
Prawdopodobnie – w mojej ocenie – materiały dotyczące Geremka to był „segregator materiałów wstępnych”. Jednak na to dowodów też nie mamy. Sądzę, że funkcjonariusze doszli do wniosku, że to nie są materiały tajnego współpracownika wywiadu i sami dopasowali kategorię do tych dokumentów. Jednak to jest niewiarygodne, ponieważ to nie jest kategoria nadana przez Departament I. Ich nigdy nie wpisywano w akta spraw, ponieważ nikt ich nie rozumiał. W związku z tym my nie wiemy, co to za akta. Zapis z dziennika archiwalnego, że Geremek był kandydatem na tajnego współpracownika o niczym więc nie rozstrzyga. To nie była kategoria Departamentu I.
Co rozwikłało by tę sprawę?
Musielibyśmy wiedzieć, kim Geremek był dla Departamentu I. Jednak to jest trudne, skoro nie ma akt na ten temat. Być może przypadkowo znajdą się jakieś dokumenty, które zahaczają o ten okres. Teoretycznie akta innych osób z lat 60. powinny się zachować. I w nich być może znajdziemy jakieś ślady donosów Geremka. Jednak bez kryptonimu jego sprawy nie będzie łatwo to zbadać. Na razie nikt ich również nie namierzył takich akt.
Czy według Pana Geremek mógł współpracować ze służbami?
Bardzo możliwe. Jednak nie mogła to być szczególnie owocna współpraca, skoro jego akta trafiły do Biura „C”. Z drugiej strony, materiały na ten temat zostały zniszczone w 1989 roku, co może oznaczać, że były tam materiały dla niego niekorzystne. Jednak to są spekulacje.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

