Zamieszczone przez Nergala na Facebooku zdjęcie z ks. Adamem Bonieckim wywołało niemałe zamieszanie. Za ten wyraz sympatii Wojciech Cejrowski domagał się ekskomunikowania redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. W podobnym tonie całą sytuację na Facebooku skomentował o. Aleksander Posacki.
Inne zdanie ma Szymon Hołownia, który na łamach najnowszego tygodnika „Wprost” dwukrotnie odnosi się do postaci lidera Behemotha. W swoim felietonie „Jak śmiać się z przemijania” wyraża dezaprobatę dla przesadnego odżegnywania od czci i wiary tych, którzy świętują Halloween. „To naprawdę zabawne obserwować, jak w epoce twardego racjonalizmu i zimnego rozumu zmartwychwstają dawno umarłe pogańskie zabobony. Pudelkowy niby-satanista przywołujący na scenę Nergala, czyli stare sumeryjskie bóstwo zaświatów, chorób, epidemii i klęsk żywiołowych. Bardzo utalentowany duet akrobatyczny, dzięki któremu media pełne są imienia głównego bóstwa żeglarzy z fenickiego Tyru, Baala-Melkarta. Połowa polskich gimnazjalistów, która w ubiegłym tygodniu przebierała się za diabły, duchy i latała z dyniami, wpisując się w ten sposób w celtyckie obchody święta zakończenia lata, podczas których świat zmarłych mieszał się ze światem duchów i wynikało z tego wiele mało zabawnych komplikacji” - pisze Hołowania. I dodaje, że „zarówno ci, którzy niczym niepodległości bronią najnowszej świeckiej tradycji, jak i ci, którzy każą z okazji Halloween bić we wszystkie dzwony, prezentują przy tej okazji pewne luki w wiedzy”. Hołownia argumentuje, że prawdopodobnie nigdy nie było żadnego Samhaina, celtyckiego boga śmierci a dyniowe lapki pochodzą z legendy o Chytrym Jacku.
Z kolei w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Hołownia przyznaje wprawdzie, że za sprawą nieszczęsnego zdjęcia z Nergalem ks. Boniecki wpadł w tarapaty, ale nie uważa, że satanizm Darskiego należy traktować poważnie. „Bywa, że człowiek chce zachować się kulturalnie, i właśnie przez to pakuje się w tarapaty. Nergal to produkt. Dziś ma hurtownię ze złem, jutro otworzy skład różowych tiulów. To nie żaden satanista, ale celebryta, który wyczaił niszę rynkową i w świecie landrynkowych królowych lansuje się na władcę ciemności tudzież postrach dziewic. Cynicznie drze na strzępy wszystko, co jest dla mnie ważne, by dzięki temu zabłysnąć na lakierowanej okładce. Z takim gościem kontaktować się mogę dopiero,gdy przestanie nas używać w charakterze trampoliny. Nie chce mi się o nim gadać. Mimo że podobno trzy razy wspomniał o mnie w swojej książce” - mówi.
eMBe (fot. Fakt.pl)
