Jakub Majmurek zachwycony gestem Francuzów, którzy wspólnie popełnili samobójstwo wzywa do przewartościowania rozumienia takich gestów. „Chodzi o etyczne przewartościowanie samobójstwa. Nie tylko o uznanie go za gest etycznie dopuszczalny, ale za szlachetny i wzniosły. Za najwyższy akt ars moriendi, sztuki umierania. Ostateczną konsekwencję procesów indywidualizacji i urefleksyjnienia życia” - przekonuje, budując wrażenie, że tchórzliwa ucieczka przed umieraniem jest gestem wzniosłym.

Skąd takie jego wnioski? Otóż jego zdaniem „zadana sobie samemu, zaplanowana i zainscenizowana śmierć staje się w nich ostatecznym momentem estetyki egzystencji”. „Umierać jak słońce, które – by posłużyć się słowami z wiersza Lechonia o Prouście – „gasnąc w pysznych promieni efekcie/zachodzić się nie wzbrania i świecić nie żąda”; traktować swoje życie jak projekt, który kiedyś należy zakończyć, postawić kropkę, nie skomląc o szósty akt; wiedzieć, kiedy należy zejść ze sceny – oto heroizm i normatywny wzorzec tej nowej etyki i estetyki śmierci” - podkreśla Majmurek.

Dalej zaś wskazuje wroga takiego myślenia. „A jednak taka estetyka i etyka umierania ciągle napotyka opór. Z jednej strony ten przewidywalny, czyli środowisk religijnych. Chrześcijańska etyka śmierci opiera się (w większości przypadków) na założeniu świętości ludzkiego życia. Każde, nawet najsłabsze, najbardziej nędzne ludzkie życie jest darem od boga, jest obdarzone świętością ze względu na partycypację w boskiej świętości. Człowiek sam nie ma prawa odebrać sobie życia, zwrócić bogu niechcianego już daru. Trudno polemizować z tym argumentem, gdy nie podziela się stojącego w jego centrum przekonania o istnienia boskiego absolutu i zadłużeniu każdego ludzkiego życia w otrzymanym od boga darze. Dla osoby niewierzącej, jak piszący te słowa, wszystkie argumenty ze „świętości” i „boskiego daru” życia są nonsensowne – i mogę walczyć o to, by nie kształtowały one przestrzeni publicznej, w której żyję. Religijne sposoby nadawania sensu śmierci, cierpieniu, chorobie, starości na tyle już się wyczerpały dla tak wielu z nas, że nie mogę one określać norm całej kultury” - oznajmia.

A całego tego rozumowania trudno nie uznać za świadomie lub nieświadomie sataniczne, jakby żywcem przeniesione z „Biesów” Dostojewskiego. Tyle, że rosyjski pisarz, pokazał, że takie myślenie prowadzi nie tyle do „estetyzacji” i „ubóstwienia” człowieka, ile do zbydlęcenia. I takie będą też konsekwencje propozycji Majmurka... Samobójstwo nie jest najwyższym aktem moralnym, ale aktem tchórzostwa, a do tego nie tylko z niczego ono nie wyzwala, ale może (trudno tu jednak cokolwiek rostrzygać, bo normalny człowiek nie popełnia samobójstwa) skazać na wieczne zniewolenie... A jeśli jest aktem świadomym, dobrowolnym i przemyślanym, to jest w istocie opętaniem.

Tomasz P. Terlikowski