– Czy te dokumenty nie służyły do tego, by Lech Wałęsa i inne ważne osoby po 89. r. szantażować? Czy nie wymuszano zaniechania pewnych decyzji. Mogłoby to tłumaczyć, dlaczego w Polsce nie doszło do dekomunizacji – tak Jacek Sasin (PiS) komentował w „Po przecinku” TVP Info znalezienie w domu wdowy po generale Kiszczaku materiałów bezpieki dotyczących m.in. agenta „Bolka”.

– Te dokumenty są interesujące dla historyków. Nie mają wpływu na bieżącą politykę i nie zmieniają oceny Lecha Wałęsy i jego wpływu na losy Polski i świata – przekonywał Jan Grabiec, rzecznik PO. 

We wtorek po południu prokurator IPN wraz z policją weszli do mieszkania wdowy po Czesławie Kiszczaku. Zabezpieczono dokumenty, które trafią teraz do Instytutu Pamięci Narodowej. Podczas konferencji prasowej rzecznik IPN powiedziała, że wdowa po Kiszczaku zażądała 90 tys. za komplet dokumentów. Według nieoficjalnych informacji, wśród zabezpieczonych dokumentów mają się znajdować oryginały teczki agenta bezpieki o ps. Bolek. Pod takim pseudonimem miał być zarejestrowany w latach 70. Lech Wałęsa. 

O bycie TW „Bolkiem” Wałęsa oskarżany był wiele razy i wiele razy temu zaprzeczał. W 2000 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, że nie był agentem służb PRL. Sąd uznał wówczas, że SB fałszowała akta dotyczące Wałęsy i nie ma – oprócz wypisu z rejestru SB – jakiegokolwiek dowodu, który potwierdzałby fakt współpracy Wałęsy jako TW „Bolek”. 

Haki na polityków? 

Jacek Sasin (PiS) przekonywał, że „obecnie żaden z historyków nie ma wątpliwości, co do faktu współpracy Wałęsy z SB”. – Z punktu widzenia ostatnich 20 lat nie ma znaczenia, czy Lech Wałęsa współpracował z SB w latach 70., czy nie. Większe znaczenie ma to, że część dokumentów znalazła się po 1989 r. w posiadaniu Czesława Kiszczaka i to, do czego one służyły. Czy nie służyły do tego, by Lech Wałęsa i inne ważne osoby były po 89. r. szantażowane? Czy nie wymuszano zaniechania pewnych decyzji, co mogłoby tłumaczyć, dlaczego w Polsce nie doszło do dekomunizacji? – mówił polityk PiS. 

Inaczej sprawę ocenia rzecznik PO, Jan Grabiec. – Dokumenty te muszą zostać poddane analizie historyków. I to wśród nich budzą największe emocje. Nie zmieniają one postrzegania Lecha Wałęsy i jego wpływu na losy Polski i świata – podkreślił Grabiec. 

– Pamiętajmy, że wielu znaczącym postaciom zarzucano bycie agentem. O Piłsudskim mówiono nawet, że był agentem trzech krajów, a to przecież on był twórcą polskiej niepodległości i filarem państwa – dodał.

Nie niszczmy symboli

Zdaniem Jacka Sasina, nie byłoby zamieszania, gdyby Lech Wałęsa przyznał się do współpracy z SB w roku 1989. Jednak najbardziej poruszyły polityka słowa z bloga byłego prezydenta, który napisał m.in. „zwycięzców się nie sądzi”. – To stwierdzenie jest żywcem wzięte z tego, co mówił kanclerz Adolf Hitler przed napaścią na Polskę. Lech Wałęsa traci dzisiaj kolejną szansę, aby rozliczyć się ze swoją przeszłością – mówił Sasin, dodając, że ludzie symbole winni być bez skazy. 

Na te słowa Jan Grabiec zareagował stwierdzeniem, że bez Lecha Wałęsy „nie byłoby możliwe to, co się wydarzyło w latach 80.”. – Nie powinniśmy w tak łatwy sposób niszczyć autorytetów i symboli – zaznaczył. 

bjad/TVP Info