– Nie możemy zaakceptować faktu, że w naszym kraju kobiety mogą być więźniami we własnym domu, mogą być izolowane od społeczeństwa, może być szargana ich własna tożsamość. Nie może tak być, że w Republice Francuskiej nie respektuje się godności kobiet – oświadczył Sarkozy podczas przemówienia przed połączonymi izbami parlamentu.
Prawica i lewica powitała słowa prezydenta entuzjastycznie. W zeszły czwartek kilkudziesięcioosobowa grupa francuskich posłów zaproponowała stworzenie komisji parlamentarnej, która zadecydowałaby, czy burka stanowi ograniczenie wolności kobiet. Jeśli tak, pomysłodawca inicjatywy, poseł partii komunistycznej Andre Guerin, chce by noszenia burek zakazać.
Debata na temat symboli religijnych w sferze publicznej we Francji nieustannie toczy się od 2004 roku, kiedy zakazano noszenia burek w szkołach. Co ciekawe, przeciwnicy burek cieszą się niecodziennym poparciem. Sihem Habchi, prezes stowarzyszenia feministycznego "Ni putes, ni soumises" (Ani dziwki, ani uległe) mówi, że ustawa dotycząca zakazu manifestowania symboli religijnych, "nie jest wystarczająca". Prezydenta poparła też część francuskich muzułmanów. Mohammed Moussaoui, przewodniczący Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego, określił burki "rzadkim zjawiskiem" związanym z radykalną wersją islamu.
JaLu/Rz/Wprost/Elpais
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

