Ale są też paradoksy papieskiej pielgrzymki. W Santiago słuchacze dopisali. Oprócz tych, których zorganizowały wschodnie diecezje kraju, licznie stawili się pracownicy fabryk, studenci, uczniowie, zobligowani do udziału w uroczystościach przez specjalne rozporządzenia reżimowych władz. Nawet członkowie partii i młodzieżówki komunistycznej mieli obowiązek zająć wyznaczone sektory i rzeczywiście zajęli.

W komentarzach samych Kubańczyków słychach zdziwienie, nieco żartobliwe, spowodowane nadzwyczajną religijną aktywnością Raula Castro. Najpierw w bardzo pobożny sposób powitał Benedykta XVI na lotnisku, a potem pojawił się na Mszy św. w Santiago, gdzie znów przemówił na koniec nabożeństwa. Żartuje się, że dotychczas na Kubie nikt nie wiedział, że Raul jest „ministrantem”. Być może jest to przewrotna metoda na uzyskanie sympatii w oczach rodaków.

Wizyta Benedykta XVI jest pilnie śledzona przez Kubańczyków, transmisję z Santiago ludzie oglądali w restauracjach, salonach fryzjerskich i pewnie we wszystkich domach, co dało się zauważyć przechodząc ulicami Hawany. Nie oglądali tej transmisji jedynie ci, którzy musieli zrealizować swoje bony na jajka i pieczywo stojąc w dosyć długich kolejkach.

Papież nie zabrał dotychczas głosu w sprawie demokracji na wyspie, nie wspomniał o Damach w Bieli czy więzionych opozycjonistach. Ale przyjechał, aby umocnić wiarę, a nie wspierać opozycję i tak chyba odbierają obecność Benedykta XVI sami Kubańczycy.

W samo południe, czyli ok. 21.00 czasu polskiego, Ojciec Święty przybył do Hawany. Stolica i cała zachodnia część Kuby oraz przybyła z Florydy diaspora kubańskich uchodźców czeka na kolejne słowa wiary i nadziei, które z pewnością popłyną w środę na Placu Rewolucji w Hawanie. Ks.

 

Mieczysław Puzwicz z Hawany dla KAI