Na łamach „The Daily Telegraph” Matthew Lynn przekonuje, że jeśli Niemcy nie zrezygnują z kupowania rosyjskiego gazu, powinny zostać dotknięte sankcjami. Publicysta proponuje m.in. cła na niemieckie produkty.
W Niemczech wciąż trwa debata dot. rezygnacji z rosyjskiego gazu. Berlin cały czas kalkuluje, czy taka decyzja nie byłaby zbyt dużym obciążeniem dla niemieckiego przemysłu. Kreml tymczasem każdego dnia zarabia 800 mln euro na sprzedaży surowców energetycznych.
- „Niemcy, i w mniejszym stopniu Włochy, faktycznie finansują brutalny atak Putina na Ukrainę. Ostrzeliwanie niewinnych cywili, masowe gwałty, niszczenie całych miast jest finansowane przez europejskich konsumentów i europejski przemysł”
- podkreśla Matthew Lynn.
Ekonomista zauważa, że Niemcy należą do najbogatszych państw świata i mogłyby pozwolić sobie na straty związane z rezygnacją z rosyjskiego gazu.
- „Fakty są takie, że niemiecki rząd i niemieckie elity przemysłowe zdecydowały, że nie warto płacić tej ceny”
- podkreśla.
Brytyjczyk zauważa, że w konsekwencji każdy, kto kupuje niemieckie produkty, płaci też za wykorzystywany w Niemczech gaz. Pieniądze za gaz natomiast Rosja wydaje na wojnę. Jego zdaniem nie ma powodu, aby świat tolerował niemiecką zwłokę.
- „Zbliża się moment, w którym należy nałożyć sankcje na Niemcy”
- przekonuje autor.
Proponuje wprowadzenie czasowego cła na niemiecki eksport, z którego dochód miałby trafić na pomoc uchodźcom. Zauważa, że nie jest tutaj przeszkodą unijne prawo, bo mogą zrobić to Stany Zjednoczone, Kanada, Australia i inne kraje. Inną propozycją jest nałożenie na Niemcy sześciomiesięcznego zakazu eksportu. Miałby on być przedłużany do czasu zamknięcie gazociągów. Dobrym pomysłem w ocenie autora byłby też bojkot konsumencki.
kak/wPolityce.pl
