Dopiero w połowie przyszłego roku zakończy się przed Sądem Najwyższym USA proces ws. akcji przedstawicieli ultrakonserwatywnego Kościoła, którzy podczas pogrzebu żołnierza poległego w Iraku głosili, że jego śmierć jest karą Boga za tolerancję USA wobec homoseksualizmu.

Sprawa zaczęła się w 2006 roku. Podczas pogrzebu jednego z amerykańskich żołnierzy poległych w Iraku, przedstawiciele Kościoła, któremu przewodniczy pastor Fred Phelps, zorganizowali pikietę. Podczas niej trzymali transparenty "Bóg nienawidzi pedałów" i "Dzięki Bogu za martwych żołnierzy". Kościół został pozwany przez ojca zabitego żołnierza, który skądinąd homoseksualistą nie był.

W pierwszej instancji sąd uznał, że akcja spowodowała naruszenie dóbr osobistych ojca. Działacze kościoła zostali skazani na zapłatę 5 milionów dolarów odszkodowania. Jednak sąd apelacyjny uchylił ten wyrok uznając, że Kościół miał prawo do protestu na podstawie zagwarantowanej przez konstytucję wolności wypowiedzi.

Ojciec żołnierza odwołał się do Sądu Najwyższego. W środę sędziowie wysłuchali pozwanych i pozywającego i zadawali im pytania. Swą decyzję ogłoszą dopiero w połowie przyszłego roku.

Kościół Phelpsa zorganizował w całych Stanach Zjednoczonych około 200 podobnych demonstracji na pogrzebach żołnierzy poległych w Iraku. Demonstracje odbywają się zawsze w zgodzie z przepisami, a policja przyznaje, że mają pokojowy charakter.

W amerykańskich media akcja pastora Phelpsa jest ostro krytykowana. Jednak dziennikarze uważają, że sąd nie powinien zakazywać mu protestowania, ze względu na przepisy konstytucji.

żar/Tvn24.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »