Z początkiem października służbę w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych rozpocznie Elena Kagan, druga sędzia, a zarazem druga kobieta w tym sądzie, nominowana przez Baracka Obamę. Kagan zastąpi Johna Paula Stevensa, który w wieku 90 lat, po 35 latach pracy jako sędzia Sądu Najwyższego, odchodzi na emeryturę. Każda zmiana w składzie sądu rodzi pytania o kierunek i ewentualne zmiany w jego orzecznictwie, w szczególności w najbardziej kontrowersyjnych kwestiach, takich jak kara śmierci, aborcja czy prawo do posiadania broni. W tym względzie obecność Kagan najprawdopodobniej nie zmieni układu sił w sądzie – można przypuszczać, że podobnie jak odchodzący na emeryturę sędzia Stevens, wejdzie ona w skład skrzydła tzw. „liberałów”. Tym samym w dziewięcioosobowym składzie sądu pozostanie czworo liberałów (oprócz Kagan są to Ruth Ginsburg, Stephen Breyer i nominowana przed rokiem przez Obamę Sonia Sotomayor), czterech konserwatystów (John Roberts, Antonin Scalia, Clarence Thomas i Samuel Alito) oraz będący „języczkiem u wagi” sędzia Anthony Kennedy.
Władza uchylająca wyroki i ustawy

Ogromne znaczenie Sądu Najwyższego polega na tym, że pełni on rolę sądu najwyższej instancji (a zatem może uchylać wyroki sądów niższego szczebla), a zarazem jest de facto sądem konstytucyjnym, czyli orzeka, czy określone przepisy ustaw są zgodne z amerykańską konstytucją. Stwierdzenie niezgodności ustawy z konstytucją jest w zasadzie równoznaczne z jej uchyleniem. Porównując zatem pozycję ustrojową amerykańskiego Sądu Najwyższego do polskich władz sądowniczych można powiedzieć, że łączy on w sobie kompetencje Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego.
Dowodem ogromnego wpływu Sądu Najwyższego na amerykańskie prawo jest m.in. słynny wyrok w sprawie Roe vs. Wade, w którym sąd stwierdził, że żaden stan nie może zakazywać dokonywania aborcji, ponieważ sprzeciwiałoby się to XIV poprawce do konstytucji. Powyższe orzeczenie budzi poważne kontrowersje, gdyż oparto je na dość wątpliwej interpretacji amerykańskiej ustawy zasadniczej, która gwarantuje m.in. prawo do życia i wolności, lecz w żadnym punkcie nie wspomina o prawie do aborcji. Sędziowie (stosunkiem głosów 7 do 2) orzekli jednak, że prawo takie przysługuje każdej kobiecie na mocy XIV poprawki wskazując, że jest ono elementem prawa do prywatności. W wyniku wydania wyroku w sprawie Roe vs. Wade żaden stan nie może zakazać aborcji, gdyż taka regulacja zostałaby uznana za sprzeczną z konstytucją. W tej chwili zatem, aby zmienić ten stan rzeczy, należałoby albo dokonać zmiany konstytucji (co z uwagi na wymagającą procedurę jest praktycznie niemożliwe), albo Sąd Najwyższy musiałby wydać wyrok, w którym stwierdziłby, że orzeczenie w sprawie Roe vs. Wade przestaje obowiązywać. Ten drugi wariant jest bardziej prawdopodobny, lecz raczej nie ziści się przy obecnym składzie sądu (wydaje się, że aktualnie takie rozstrzygnięcie mogłoby poprzeć najwyżej czterech konserwatywnych sędziów).
Sąd Najwyższy – interpretuje czy tworzy prawo?

Na tle wielu orzeczeń, w tym wspomnianego Roe vs. Wade, w Stanach Zjednoczonych toczy się spór co do roli Sądu Najwyższego i sądownictwa w ogóle. Wielu prawników wskazuje, że w niektórych wyrokach orzekających o zgodności z konstytucją przepisów, Sąd Najwyższy wychodzi poza swoje kompetencje, tzn. zamiast interpretować prawo, stawia się w roli ustawodawcy. Jeżeli bowiem sąd uznał, że elementem prawa do prywatności jest prawo do dokonania aborcji, to powstaje wątpliwość, czy dokonał on tylko interpretacji pojęcia „prawo do prywatności”, czy też stworzył nowe prawo zastępując przy tym władzę ustawodawczą. Krytycy takiego „aktywizmu sędziowskiego” zwracają uwagę na niebezpieczeństwa z nim związane; jego efektem jest w istocie tworzenie przez sędziów nowych norm prawnych (takich jak opisany wyżej „zakaz zakazywania aborcji”), których uchylenie nie jest możliwe w drodze uchwalenia zwykłej ustawy, lecz wymaga zmiany konstytucji lub zmiany stanowiska w danej kwestii przez Sąd Najwyższy. Jest to niekorzystna sytuacja, gdyż prowadzi do ogromnej, niemal nieskrępowanej i wyłączonej spod wszelkiej kontroli, władzy sędziów. Sąd, oprócz tego, że jest najwyższym organem władzy sądowniczej, staje się quasi-parlamentem tworzącym prawo rangi konstytucyjnej (rozszerzając lub zawężając według własnego uznania na przykład pojęcie prawa do wolności), przy czym jego członkowie, w przeciwieństwie do parlamentarzystów, nie pochodzą z demokratycznych wyborów ani nie pełnią swoich funkcji przez trwającą określony czas kadencję. Są bowiem w praktyce mianowani dożywotnio (lub do czasu dobrowolnego przejścia emeryturę) przez prezydenta, za zgodą senatu.

Precyzyjne wyznaczenie granicy, gdzie kończy się interpretacja przepisu, a zaczyna tworzenie nowego prawa przez sąd, wydaje się niemożliwe. Z drugiej jednak strony wyraźnie widać, że Sąd Najwyższy wielokrotnie tę granicę przekraczał. Krytyce z tego powodu poddawani są częściej liberalni sędziowie, zwolennicy tzw. teorii żyjącej konstytucji, zakładającej, że prawa w niej zapisane zmieniają swoją treść wraz ze zmianami sytuacji społecznej. Taki pogląd, jakkolwiek może się wydawać rozsądny, często prowadzi zamiast do odczytywania treści przepisów konstytucji, do nadawania im przez sędziów znaczenia, jakiego by sobie życzyli zgodnie ze swoim własnym światopoglądem.
Zwolennikiem teorii żyjącej konstytucji w Sądzie Najwyższym jest m.in. sędzia Ruth Ginsburg. Naczelnym krytykiem tego nurtu jest natomiast sędzia Antonin Scalia, propagator teorii oryginalizmu, zgodnie z którą konstytucja powinna być interpretowana tak, jak rozumieli ją jej twórcy. Zwolennicy oryginalizmu wskazują, że rolą sędziów nie jest nadawanie przepisom konstytucji nowego znaczenia. Twierdzą oni, że naprawianie prawa jest zadaniem ustawodawcy, a obowiązkiem sędziego jest tylko odczytanie intencji osób (instytucji) tworzących ustawy.
Elena Kagan – rewolucji raczej nie będzie
Ze względu na ogromne znaczenie Sądu Najwyższego kolejne nominacje na stanowiska sędziów tego sądu budzą w Stanach Zjednoczonych szerokie zainteresowanie. Prezydenci dokonując odpowiednich nominacji mogą pośrednio wpłynąć na orzecznictwo sądu tak, aby nadać mu kierunek zgodny z elementami swojej polityki, a co najważniejsze wpływ ten może trwać przez wiele lat po zakończeniu kadencji danego prezydenta. Zapewne również z tego powodu daje się zauważyć tendencja do nominowania przez prezydentów stosunkowo młodych osób na to stanowisko.

Elena Kagan nie jest wyjątkiem pod tym względem, ma dopiero 50 lat. Ostatnio pełniła funkcję Radcy Stanów Zjednoczonych (Solicitor General), którego zadaniem jest reprezentacja rządu USA przed Sądem Najwyższym. Wcześniej była m.in. dziekanem Wydziału Prawa na Uniwersytecie Harvarda. Zasłynęła wówczas jako przeciwnik zasady „nie pytaj, nie mów” (don’t ask, don’t tell) pozwalającej homoseksualistom służyć w amerykańskiej armii pod warunkiem nieujawniania swojej orientacji seksualnej. Kagan, jako dziekan, odmówiła wstępu na teren uczelni osobom prowadzącym rekrutację do armii, uzasadniając to walką z dyskryminacją panującą w siłach zbrojnych, której wyrazem miała być zasada „nie pytaj, nie mów”.
Kagan, w przeciwieństwie do pozostałych sędziów Sądu Najwyższego, przed nominacją nigdy nie pracowała jako sędzia, a zatem nie można odwołać się do jej wcześniejszych wyroków, żeby przewidzieć, jakie stanowisko zajmie w poszczególnych kwestiach rozstrzyganych przez sąd. Mimo to, analiza jej dotychczasowej działalności pozwala przypuszczać, że znajdzie się w liberalnym skrzydle sądu. Świadczą o tym m.in. jej publikacje i wypowiedzi, w których dowodziła słuszności teorii żyjącej konstytucji. Również ze względu na fakt, że jest byłym członkiem administracji Baracka Obamy, trudno spodziewać się, iż jako sędzia będzie orzekała znacząco inaczej, niż chciałby tego obecny prezydent.
Kiedy można się więc spodziewać zmiany linii orzeczniczej sądu? Mogłoby ją przynieść odejście na emeryturę albo jednego z konserwatywnych sędziów podczas kadencji demokratycznego prezydenta, albo liberalnego sędziego w czasie prezydentury republikanina. Ponadto, odejście sędziego Anthony’ego „swing vote” Kennedy’ego stworzy urzędującemu wówczas prezydentowi szansę na dokonanie nominacji, która zmieni układ sił w sądzie. W tej kadencji Baracka Obamy nie zanosi się na taką zmianę – zarówno najstarszy spośród „konserwatystów”, sędzia Scalia, jak i sędzia Kennedy cieszą się dobrym zdrowiem i nie należy spodziewać się ich rychłego odejścia z sądu.
Kresu aktywizmu sędziów nie widać
Wybór Eleny Kagan nie zmieni obecnego układu sił w sądzie, którego wynikiem - w najbardziej kontrowersyjnych sprawach - są wyroki zapadające minimalną większością głosów. Nie można również liczyć na zmianę orzeczenia Roe vs. Wade, które jest naczelnym przykładem wykraczania sędziów poza swoje kompetencje.
Choć wyroki Sądu Najwyższego USA nie mają bezpośredniego przełożenia na nasze życie, to warto pamiętać, że Europa często patrzy na rozwiązania stosowane przez Amerykanów i bierze z nich przykład. Można odnieść wrażenie, że w zakresie aktywizmu sędziowskiego Europejski Trybunał Praw Człowieka ma tendencję do naśladowania amerykańskiego Sądu Najwyższego, co nie wróży dobrze suwerenności państw odnośnie regulacji wielu dziedzin życia społecznego.
Adam Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

