- Cel jego publikacji zasługuje na aprobatę społeczną i uzasadnia działanie w obronie interesu społecznego - powiedziała sędzia Katarzyna Polańska-Farion uzasadniając, dlaczego Gross nie musi przepraszać za to, co napisał w swojej książce.

 

Kazimierz Laudański pozwał mieszkającego w USA historyka i socjologa za to, że w swej książce opisał jego ojca jako jednego z aktywnych uczestników pogromu w Jedwabnem i cytował jego późniejsze zeznania na temat mordu. Laudański twierdzi, że takich wypowiedzi ojca wcale nie było. Przypomina, że w 1949 roku sąd w procesie łomżyńskim uniewinnił ojca od zarzutu udziału w mordzie.

 

Gross przyznał, że ojcu przypisał słowa synów i wycofał je z kolejnego wydania książki. Laudański żądał od niego dodatkowych sprostowań, m.in. w "Rzeczpospolitej", "Timesie", "The Washington Post", "Los Angeles Times", powołując się na późniejsze stwierdzenia historyka, że ojciec Laudańskich "wychował synów na zacietrzewionych nacjonalistów, morderców, zdrajców i kolaborantów". Sąd Okręgowy, przed który sprawa trafiła już w 2001 roku, nie uznał tej argumentacji i stwierdził, że Gross w ramach wolności badań miał prawo tak napisać.

 

Laudański wniósł apelację argumentując, że godność ludzka stoi w hierarchii wartości ponad wolnością słowa. Jego adwokat przed Sądem Apelacyjnym zauważył, że w swej kolejnej książce pt. "Strach" Gross dowiódł, że "jest obciążony nieprawdopodobnym ładunkiem antypolskich emocji".

 

Oddalenia apelacji domagał się adwokat Grossa, mecenas Ryszard Siciński. - W tej rodzinie niestety wszyscy zostali wychowani na zażartych nacjonalistów i popełnili ohydne czyny - mówił. Przywołał słowa K. Laudańskiego, że pogrom Żydów w Jedwabnem był "świętym gniewem". Przyznał, że Grossa "czasem ponosi, ale wyjaśnienie sprawy może spowodować pojednanie polsko-żydowskie". Podkreślił, że jego klient popełnił "niezamierzoną i sprostowaną już omyłkę".

 

Sądowi Apelacyjnemu to wystarczyło. Zgodził się z argumentacją i potwierdził, Gross nie działał bezprawnie. Sędzia stwierdziła, że Gross miał podstawy, by C. Laudańskiego i jego synów uznać za "aktywnych uczestników" pogromu. - Wyrok uniewinniający C. Laudańskiego nie ma tu znaczenia, bo tylko wyrok skazujący jest wiążący dla sądu cywilnego - dodała sędzia i podkreśliła jeszcze, że wypowiedź Grossa o wychowaniu synów C. Laudańskiego była "pełna emocji, co może nie przystoi historykowi". Zaznaczyła jednak, że było to w okresie "ostrego ataku na niego za tę publikację i była to jego forma obrony".

 

Książka "Sąsiedzi" - która stawiała tezę, że mordu 1600 Żydów w Jedwabnem dokonali ich polscy sąsiedzi - wywołała szeroką dyskusję, czy Polacy byli w czasie wojny wyłącznie ofiarami, czy czasem też i katami. W lipcu 2001 r. odbyły się w Jedwabnem uroczystości żałobne. Otwarto cmentarz ofiar, a prezydent Aleksander Kwaśniewski przeprosił Żydów w imieniu swoim "i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią".

 

IPN umorzył swe śledztwo w 2003 roku, przyjmując, że mordu "nie mniej niż 340 Żydów" dokonała ok. 40-osobowa grupa polskiej ludności, która miała w nim "rolę decydującą", ale inspiratorami byli Niemcy, choć ich roli do końca nie da się ustalić. Sąd umorzył sprawę, ponieważ nie wykryto innych sprawców niż ci, których skazano w 1949 roku na kary więzienia za pomocnictwo w mordzie. Z wydanych w 2002 roku przez IPN tomów pt. "Wokół Jedwabnego" wynika, że latem 1941 roku na Podlasiu doszło do 22 antyżydowskich wystąpień ludności, rozumianych jako zemsta za domniemaną lub rzeczywistą kolaborację z sowieckim okupantem tych ziem z lat 1939-1941.

AJ/Kontakt/PAP

 

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »