I oczywiście okazało się, że są. Dzielni śledczy wykryli, że aż trzej członkowie komisji mają „inne związki z Opus Dei”. Jakie? Otóż prof. Andrzej Zoll, wiceprzewodniczący prof. Włodzimierz Wróbel i członek Michał Królikowski (wiceminister sprawiedliwości) brali udział w spotkaniach organizowanych przez młodzieżowe ośrodki Opus Dei. Co to oznacza? Otóż tyle, że panowie poprowadzili spotkania dla młodych formowanych przez Dzieło. I to już ma oznaczać, że mają związki, i że nie powinni pełnić funkcji publicznych, bo to prowadzić może do teokracji i dyktatury Watykanu (takie zarzuty już padły).
Wszystko to byłoby nawet dość zabawne (bo na podobnej zasadzie można i mnie oskarżyć o związki z Opus Dei, bo dwa tygodnie temu widziano mnie w okolicach Górnośląskiej), gdyby nie to, że takie dochodzenia sprawiają wrażenia jakby Dzieło było w Polsce nielegalne, czy jakby uczestnistwo w nim ograniczało w jakimkolwiek stopniu prawa obywatelskie czy prawo do wyrażania własnych poglądów. I niestety wiele wskazuje na to, że o to właśnie chodzi laicyzatorom. Tyle, że jeśli rzeczywiście tak oni myślą, to niech jasna powiedzą, że chcą nam zbudować nowy Związek Sowiecki, w którym ludzie wierzący praw nie mieli...
Tomasz P. Terlikowski
