Rzecznik Sił Powietrznych przypomniał, że 10 kwietnia o godzinie 8.25 strona polska dostała tak zwaną "depeszę synoptyczną" ze stacji meteorologicznej oddalonej od lotniska o około 10 kilometrów. - Depesza zawierała informację, że warunki pogodowe się zmieniły, niebo jest zamglone, a widoczność 500 metrów - tłumaczył w rozmowie z IAR podpułkownik Kupracz.

Nie chciał jednak spekulować, czy to rosyjski kontroler źle lub niedokładnie przekazał komunikat pogodowy polskiemu pilotowi, czy może to pilot coś źle zrozumiał. Rzecznik Sił Powietrznych nie zgodził się też z tezą, że jeśli pilot by wylądował przy widoczności 500 metrów, to groziłyby mu zarzuty prokuratorskie.

Dodał też, że w dniu katastrofy dowódca samolotu jak zwykle zapoznał się z pogodą, w trakcie lotu też miał możliwość zapytać kontrolera przestrzeni powietrznej o warunki atmosferyczne. - Kiedy już nawiązuje się kontakt z kontrolerem, ten ma obowiązek przekazać aktualną pogodę na danym lotnisku i to ona jest miarodajna - podkreślił podpułkownik Kupracz.

Były rosyjski pilot wojskowy Aleksander Korończyk, który od samego początku zajmuje się katastrofą z 10 kwietnia, wyklucza winę pilotów w smoleńskiej katastrofie.

MaRo/Polskieradio.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »