"Tego problemu nie ma! Pragnę zaapelować do przedstawicieli mediów i osób publicznych o zaniechanie dyskusji na ten temat. Działanie takie bynajmniej nie przysłuży się najmłodszym, spowoduje jedynie powszechną podejrzliwość i sprawi, że niektóre dzieci będą się czuły gorsze niż inne" - w ten sposób Rzecznik Praw Dziecka odniósł się do głośnej wypowiedzi ks. Franciszka Longchamps de Berier.
Dziwne tylko, że rzecznik sam nie pamięta postawy, jaką często prezentował w obliczu rozmaitych próśb środowisk pro - life. "Problem w tym, że minister Michalak sam popiera wydzielanie grupy dzieci i traktowanie ich gorzej niż reszty. Chodzi o dzieci poczęte, u których zdiagnozowano chorobę lub niepełnosprawność. Takie dzieci w Polsce prawo wyraźnie wyodrębnia i pozwala zabić. Robią to opłacani z publicznych pieniędzy tzw. "lekarze" w prowadzonych za publiczne pieniądze szpitalach. Minister Michalak był przez różne organizacje społeczne wielokrotnie zapraszany do wypowiedzenia się w obronie tych dzieci. Nigdy z zaproszenia nie skorzystał, mimo iż ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka wyraźnie mówi, że za dziecko uważa się osobę od poczęcia do ukończenia osiemnastego roku życia" - pisze Kaja Godek, aktywistka pro - life, a prywatnie mama 4-letniego Wojtka, dziecka z zespołem Downa.
Zgodnie z polskim prawem, p. Kaja mogła - wedle uznania - zabić swoje dziecko. Jak widać, taki stan nie przeszkadza Michalakowi, który - jak trafnie zauważyła matka małego Wojtka - ma ustawowy obowiązek troszczyć się o interes dzieci, również tych nienarodzonych, co zostało wyraźnie podkreślone w akcie prawnym, który określa jego uprawnienia i obowiązki.
Każda prośba rodzimych prolajferów o interwencję, skierowana do Rzecznika Praw Dziecka, kończyła się nabraniem przez niego wody w usta albo lakonicznym komunikatem, że p. Michalak nie chce angażować się w spory polityczne. Jak widać, krytyka ks. Longchamps de Berier, który stał się ostatnio wdzięcznym celem ataków środowisk lewicowo-liberalnych, jest już jak najbardziej apolityczna.
Aleksander Majewski
