– Chcemy czuwać nad interesem nie tylko Róży, ale i jej matki. Sprawę uważam za niezwykle ważną ze względu na jej precedensowy charakter. Choć przekazy, które do mnie docierają, nie są wcale jednoznaczne – mówi rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Dziewczynkę krótko po urodzeniu odebrano Wioletcie Woźnej i Władysławowi Szwakowi ze wsi Błota Wielkie w Wielkopolsce. Kurator tłumaczy, że w domu panuje bałagan, matka jest niezaradna, a mający 62 lata ojciec zaawansowany wiekowo. Decyzję podjął Sąd Rejonowy w Szamotułach, a podtrzymał ją poznański Sąd Okręgowy. Róża ma przebywać w rodzinie zastępczej do czasu zakończenia postępowania w sprawie pozbawienia jej biologicznych rodziców praw rodzicielskich do niej.

W obronie rodziców Róży wystąpili mieszkańcy wsi. - (...) ich krzywda staje się teraz też naszą sprawą. Uważamy, że nikt, żaden sąd, nie ma prawa wyznaczać kryteriów stanowiących, czy jesteśmy wystarczająco młodzi, zamożni, czyści, wykształceni, aby posiadać i wychowywać potomstwo – napisali w liście otwartym, który kierują do prezydenta, premiera oraz ministra sprawiedliwości. Pod listem podpisali się sołtys, proboszcz oraz 280 mieszkańców Chojna-Błot, Młyna i Wsi.

Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że zna sytuację rodziny z Błot Wielkich i broni kuratora, który zadecydował o umieszczeniu Róży w rodzinie zastępczej. – Gdyby kurator nie złożył wniosku do sądu i pozostawił dziecko w rodzinie, której ograniczono władzę rodzicielską co do innych dzieci i w której w ciągu kilku lat nadzoru nie stwierdzono trwałej oraz istotnej poprawy socjalno-bytowej, mógłby się narazić na słuszny zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych – tłumaczy Joanna Dębek z Wydziału Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości.

MM/Rzeczpospolita

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »