- Rzecznik kurii jest od tego aby rozmawiać z dziennikarzami. Zgadzam się z tym, że jeśli w Kościele jest problem to trzeba go pokazywać, ale prawdziwie. Media pokazując np. nieodpowiednie zachowanie kapłanów powinny swoje informacje weryfikować właśnie u rzecznika, który ma szersze spojrzenie na problem. To nie jest tak, że dzwoni parafianin do gazety i jest afera. Rzecznik ma pomóc tu w dotarciu do prawdy. To jest czasem utrudnione, bo może też pracować naukowo. Jestem tego przykładem bo np. mam wykłady na UKSW w piątki od rana do godz. 16.00 i nie mogę podczas spotkań ze studentami rozmawiać przez telefon.
Kardynał Nycz oczekuje ode mnie dobrej relacji z dziennikarzami. Oni dzwonią do mnie z różnymi sprawami, z pytaniami np. o obligatoryjne opodatkowanie singli na Kościół czy apostazję. Na wszystkie pytania staram się odpowiadać, żadnych nie lekceważyć. Mamy też swoje punkty zapalne w diecezji i szczególnie monitorujemy takie sytuacje.
Dziś diecezje mają sprawnych rzeczników, zwłaszcza tam, gdzie biskupi rozumieją rolę mediów. Odradzam nawet dzwonienie do pojedynczych księży, którzy nie specjalnie lubią dziennikarzy. Bo czy to jest w porządku, że kamera przed siedzibą kardynała stoi przez trzy dni i nagrywa jakie samochody przyjeżdżają pod jego dom? Są auta ambasadorów, innych wysokich rangą osób, a potem pokazuje się, że tymi drogimi samochodami przyjeżdżają księża. To jest w porządku? Są wypowiedzi czy wywiady, które puszczane są bez autoryzacji. Nie zawsze media są fair, ale rzecznik jest po to, aby z nimi rozmawiać – podkreśla ks. Rafał Markowski.
Not. Jarosław Wróblewski

