Z informacji gazety wynika, że odczyty parametrów z rejestratora szybkiego dostępu ATM wskazują, że rządowy Tu-154 nigdy nie był na tzw. ścieżce zejścia. Z informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", wynika, że "rządowy samolot z prezydencką delegacją na pokładzie znajdował się blisko 3 km od pasa startów i lądowań". - Na stawianie kategorycznych tez jest za wcześnie, materiał dowodowy jest na razie zbyt słaby. Tu jednak są potrzebne dane z czarnych skrzynek, zapisy ATM. To będzie materiał kluczowy, który tę sprawę ostatecznie wyjaśni - zauważają prawnicy. Wskazują, że konieczna jest dokładna analiza mapy lotniska Siewiernyj, dokładna analiza miejsca, w którym maszyna uderzyła skrzydłem w drzewo, jak było ono ustawione do osi pasa lotniska. Istotna jest też kwestia, pod jakim kątem samolot o to drzewo uderzył. Tego typu informacje można uzyskać m.in. po analizie protokołów oględzin miejsca zdarzenia. Dokumenty są właśnie tłumaczone z języka rosyjskiego. - To, czy samolot znajdował się na prawidłowej ścieżce zejścia, budzi bardzo poważne wątpliwości - mówi mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.
Rejestrator szybkiego dostępu, czyli polska czarna skrzynka zainstalowana w Tu-154M o numerze bocznym 101, wyprodukowana przez warszawską spółkę ATM PP, została poddana analizie w warszawskim Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych. Obecnie w posiadaniu tych danych jest prokuratura i - jak zaznacza płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej, w tej chwili pracują nad nimi specjaliści. Nad analizą danych z ATM pracuje powołana w charakterze biegłych przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie firma ATM PP sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Co do szczegółów prokuratura się nie wypowiada.
- Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć. Mam dostęp do informacji, która była w MAK, czyli po stronie rosyjskiej, a to jest po stronie polskiej. A jak wiadomo - komisja pana Millera nie dzieli się ze mną żadnymi informacjami, bo oni są bardzo ściśle tajni. Nie wiem, dlaczego, ale taką przyjęli zasadę - tłumaczy w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" płk Edmund Klich, jeden z polskich akredytowanych przy moskiewskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym.
Jak informuje NPW, biegli, powołani przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie, nie przedstawili dotychczas efektów badania rejestratora szybkiego dostępu. Tym samym na obecnym etapie śledztwa udzielenie precyzyjnych informacji, dotyczących poczynionych przez biegłych ustaleń, jest niemożliwe.
Generał bryg. rez. Jan Baraniecki, który był zastępcą Dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej, podkreśla, że ATM rejestruje wszystko, co działo się z samolotem, odnotowuje wszystkie parametry (ponad 200), które standardowo znajdują się w czarnej skrzynce typu FDR (flight data recorder). Standardowe parametry odnotowane przez rejestrator szybkiego dostępu to kurs i wysokość maszyny. Niektóre dane zapisane w ATM-QAR mogą być dokładniejsze (zapisywane częściej) niż te w skrzynkach katastroficznych, gdyż jej pojemność jest ograniczona wyłącznie wielkością użytego nośnika danych, są to nośniki cyfrowe.
Jak podkreślają piloci, by samolot znalazł się w środku ścieżki schodzenia, to znaczy trafił na pas startów i lądowań, kurs musi być podany prawidłowo. Nawet najmniejsza zmiana parametrów kursu powoduje zboczenie maszyny.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

