27 kwietnia 2010 roku minister Bogdan Klich wydał rozporządzenie, na mocy którego powołana została rządowa komisja badająca katastrofę rządowego Tu-154M. Dokument umożliwia powołanie komisji badającej wypadki lotnicze w uzgodnieniu z Prezesem Rady Ministrów, gdy badany wypadek odbył się z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Marszałka Sejmu, Marszałka Senatu lub Prezesa Rady Ministrów, a także w innej szczególnej sytuacji.
Jak pisze w rozporządzeniu Klich, dokument został wydany na podstawie artykułu 140 ustęp 4 ustawy Prawo lotnicze. Brzmi on: "Minister Obrony Narodowej w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw wewnętrznych określi, w drodze rozporządzenia, organizację oraz szczegółowe zasady funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, liczbę jej członków, ich kwalifikacje oraz tryb powoływania i odwoływania, a także szczegółowe zasady wynagradzania ekspertów, biorąc pod uwagę specyfikę i uciążliwość ich pracy".
- To co zrobił minister Klich jest niezgodne z konstytucją – mówi portalowi Fronda.pl profesor Krystyna Pawłowicz. - Urzędnicy muszą działać zgodnie z artykułem 7. konstytucji. On mówi, że "Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa". Prawem w tym przypadku jest ustawa. Rozporządzenie nie może jej zmieniać – tłumaczy profesor Pawłowicz.
Jej zdaniem dokument wydany przez MON jest niezgodny z zupełnie podstawowymi zasadami prawa. - Premier powinien wiedzieć, że tak się prawa nie tworzy. Należy działać tak, jak ustawodawca postanowił – dodaje profesor. Jej zdaniem, jeśli premier chciał mieć wpływ na działanie tej komisji, powinien zwrócić się do Sejmu o zmianę ustawy o Prawie lotniczym.
Zdaniem profesor, rządowa komisja działa bez podstawy prawnej. - Jeśli sprawa trafi przed Trybunał Konstytucyjny, sędziowie będą musieli stwierdzić niezgodność z konstytucją trybu powołania komisji – tłumaczy Krystyna Pawłowicz.
Zdaniem Pawłowicz, w chwili obecnej komisja działa nielegalnie, na co przyzwala szef rządu. Jednak jej zdaniem sprawa nie trafi do Trybunału Stanu. - Teoretycznie postawienie premiera przez Trybunałem jest możliwe. Ale nie mam wątpliwości - tak się nie stanie. Przecież, żeby premiera postawić przed Trybunałem potrzeba 3/5 głosów w Sejmie. Dopóki PO ma większość w Sejmie nie ma szans na taką decyzję. Być może w przyszłości, ktoś pociągnie go do odpowiedzialności – mówi Pawłowicz. Zaznacza jednak, że nawet jeśli Donald Tusk stanąłby przed TS może się tłumaczyć, że działał w dobrej wierze i chciał nadać komisji wyższy status. - Co nie zmienia faktu, że przy powoływaniu komisji doszło do złamania prawa – kwituje profesor Krystyna Pawłowicz.
żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

