– Niezależnie od tego, jak patrzę na tę kwestię, to martwi mnie fakt, że zgodnie z naszą polityką zmusza się młodych mężczyzn i kobiety do kłamania kim są, aby mogli bronić swoich rodaków – oznajmił również na Kapitolu przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA admirał Mike Mullen, pisze "Rzeczpospolita". Mullen i Gates przekonywali, że nie powinno się wyrzucać z armii gejów i lesbijek, którzy przyznają się do swojej orientacji.
W praktyce homoseksualiści mogą służyć w wojsku już od lat 90. Szacuje się, że obecnie obecnie w amerykańskiej armii jest ponad 65 tysięcy gejów, lesbijek i biseksualistów. Pozwala im na to wprowadzona jeszcze za czasów Billa Clintona zasada "Don’t ask, don’t tell" (Nie pytaj, nie mów). Zgodnie z nią dowódca nie może ich zapytać o orientację seksualną. Oni sami nie mogą jednak o niej mówić. Za złamanie tej zasady w ciągu kilkunastu lat wyrzucono z armii 13 tysięcy lesbijek i gejów.
Barack Obama podczas kampanii wyborczej obiecał środowiskom homoseksualnym, że zniesie tę zasadę. – Będę wraz z Kongresem i armią pracował nad uchyleniem prawa, które nie pozwala homoseksualnym Amerykanom służyć krajowi, który kochają – mówił w zeszłym tygodniu.
Wielu oficerów jest przeciwnych takiej rewolucji w armii. Również Kongres może zablokować forsowaną przez Obamę zmianę, gdyż zasiada w nim wielu przeciwników nowego prawa.
– Szef sztabów połączonych mówiący o tym, że obecna polityka jest zła i trzeba ją zmienić, jest ogromnym krokiem naprzód. To niezwykle ważny moment w walce o zmianę podejścia do homoseksualistów w armii – mówi "Rz" Denis Dison, wiceprezes waszyngtońskiego Gay & Lesbian Victory Fund.
MaRo/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

