Przez kilka tygodni na stronie internetowej rosyjskiego MAK dostępne były materiały dotyczące sekcji zwłok gen. Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie smoleńskiej. W materiałach na jego temat znajdował się m.in. makabryczny opis obrażeń, jakich doznał szef polskiego lotnictwa, oraz informacja, że we krwi generała wykryto alkohol. Jak pisze w książce „Smoleński upadek” Tadeusz Święchowicz umieszczenie przez MAK takich informacji było wydarzeniem niespotykanym w historii badania katastrof lotniczych, decyzja o umieszczeniu takich informacji dotyczących ofiary katastrofy nie miała precedensu. Co więcej, okazało się, że informacje dotyczące generała są w części wątpliwe - strona rosyjska nie podała np. metodologii zastosowanej podczas badania zawartości alkoholu we krwi gen. Błasika ani terminu jego przeprowadzenia. Decyzja Komitetu o umieszczeniu tych materiałów wyglądała, jak znieważenie polskiego generała.
Makabryczny opis obrażeń, na skutek których zmarł szef polskiego lotnictwa wojskowego, oraz wątpliwa informacja dotycząca zawartości alkoholu w jego krwi stały się pożywką dla mediów na całym świecie. Rosjanie próbowali przekonać, że to pijany polski dowódca kazał pilotom lądować w warunkach zagrażających bezpieczeństwu, więc to on ponosi odpowiedzialność za tragedię z 10 kwietnia. Podobny tok rozumowania przyjęły media światowe opisujące materiały umieszczone przez MAK. Media tabloidowe zainteresowały się z kolei opisami obrażeń, jakich doznał gen. Błasik, i zaczęły je przedrukowywać.
Jak się okazało w kilka dni po opublikowaniu materiałów dotyczących sekcji gen. Błasika, MAK nie miał prawa upubliczniać tych dokumentów. Jest to bowiem niezgodne z załącznikiem 13. do Konwencji Chicagowskiej, która jest podstawą badania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Załącznik stanowi, że strona prowadząca postępowanie może upubliczniać tylko dane, ściśle związane z przebiegiem śledztwa. Mimo złamania procedur polskie władze nie zajęły publicznie stanowiska, żądając usunięcia materiałów. Zaapelowała o to tylko wdowa po generale, Ewa Błasik. Wskazywała ona, że materiały te godzą w pamięć o jej mężu i stały się pożywką dla mediów tabloidowych. Cała sprawa była ogromnym ciosem w rodzinę tragicznie zmarłego generała. Pełnomocnik Ewy Błasik, Bartosz Kownacki, zaapelował do rządu, by podjął się starania o usunięcie tych danych. Ostatecznie, po miesiącu, ze stron internetowych zniknął opis sekcji generała. Jak informowali przedstawiciele MAK, na stronie zostały tylko informacje, które udowadniają tezy stawiane przez Komitet w swoim raporcie.
Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 września 1997 r. o działach administracji rządowej, w obowiązkach Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajduje się m.in. obowiązek ochrony interesów polskich obywateli oraz polskich osób prawnych za granicą. Portal Fronda.pl postanowił więc sprawdzić, czy polski rząd poparł w jakiś sposób starania Ewy Błasik. Wysłaliśmy maila z pytaniem, czy resort kierowany przez Radosława Sikorskiego, realizując swoje obowiązki ustawowe, wystąpił do Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) z wnioskiem o usunięcie ze stron internetowych materiałów szkalujących pamięć polskiego generała, wysokiego dowódcy Wojska Polskiego? Materiału, którego umieszczenie było złamaniem prawa.
W odpowiedzi, nadesłanej nam z MSZ, otrzymaliśmy jedynie informację, że resort nie zajmuje się tymi sprawami. - Uprzejmie informujemy, iż sprawą katastrofy smoleńskiej zajmuje się komisja wyjaśniająca jej okoliczności pod przewodnictwem Pana Ministra Jerzego Millera – napisał przedstawiciel Biura Rzecznika Prasowego MSZ.
Podobne pytanie wysłaliśmy więc do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Odpowiedź i tym razem pozostawia jednak wiele do życzenia. - Panie redaktorze, zadaniem kierowanej przez ministra Jerzego Millera Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego jest ustalenie okoliczności i przyczyn wypadku lotniczego oraz wydanie zaleceń i wniosków dla uniknięcia podobnym wypadkom w przyszłości. Komisja nie orzeka o winie oraz odpowiedzialności za wypadek lotniczy. Śledztwo w sprawie prowadzi prokuratura – pisze rzecznik MSWiA, Małgorzata Woźniak.
Zaznacza ona, że „w «Uwagach Rzeczypospolitej Polskiej jako: państwa rejestracji i państwa operatora do projektu Raportu końcowego z badania wypadku samolotu Tu-154M nr boczny 101, który wydarzył się w dniu 10 kwietnia 2010 r., opracowanego przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy MAK» strona polska podkreśliła, że nie otrzymała od MAK-u protokołów sądowo-lekarskich sekcji (oględzin) zwłok członków załogi i osób przebywających w kokpicie, ani też wyników badań biochemicznych i toksykologicznych załogi i osób przebywających w kokpicie”. - O ich przekazanie wnioskowano do Federacji Rosyjskiej – zaznacza rzecznik ministra Millera.
Z maili, które redakcja otrzymała od MSZ i MSWiA, wynika więc jasno, że polski rząd nie zajął stanowiska w sprawie złamania przez Rosjan regulacji Załącznika 13. do Konwencji Chicagowskiej i nie zwrócił się w żaden sposób do Rosji z żądaniem usunięcia materiałów dotyczących generała Błasika. Dopuścił się w tej sprawie zaniechania, nie wypełnił obowiązków, nałożonych na niego prawnie. Co więcej, pozwolił, by rażące nierzetelnością materiały oskarżały jednego z najważniejszych polskich dowódców wojskowych o pijaństwo na służbie i doprowadzenie do katastrofy smoleńskiej. To między innymi przez zaniechania rządu w świat poszedł jasny komunikat, że pijany polski żołnierz nakazał podwładnym lądowanie, choć Rosjanie im odradzali.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

