Świetlik stwierdził, że to właśnie media opozycyjne mają zawsze największy problem wobec rządzącej ekipy. Jego zdaniem obecna władza ma poważny problem z wolnością słowa - nie jest do niej przywiązana jak do czegoś, co powinno obowiązywać w państwie.

Świetlik skomentował również fakt zatrzymania dziennikarza „GP” Michała Stóżyka. - Widziałem film z tego wydarzenia i faktycznie zaistniała sytuacja jest niedopuszczalna. Człowieka, mówiąc kolokwialnie, rzucono na glebę, uderzył twarzą w bruk, później wylądował w szpitalu. Tak ostra interwencja była niepotrzebna. Nie słyszałem też o tym, żeby w jakikolwiek sposób ukarano osoby, które brały udział w tej interwencji. Nie dopatrywałbym się bezpośredniej  inspiracji Hanny Gronkiewicz – Waltz w tym konkretnym wydarzeniu, ale nie podoba mi się polityka władz Warszawy w stosunku do rozmaitych form działalności obywatelskiej. Nie podobała mi się akcja likwidacji Kupieckich Domów Towarowych przy pomocy pał, gazu i wynajętych „karków”. Tak samo nie podoba mi się konfrontacyjna polityka władz miasta i Straży Miejskiej w stosunku do tzw. „obrońców krzyża” - mówił.

- Stanowczość zastosowanych środków była zdecydowanie przesadna. Można to było zrobić w inny sposób i nie jestem przekonany czy namiot „Solidarnych” w ogóle trzeba było likwidować. Jeżeli człowiek nie stawia oporu, nie bije się ze strażnikami, to nie stwarza zagrożenia. Moim zdaniem Michał Stróżyk nie stwarzał zagrożenia. Wylądował w szpitalu z kołnierzem ortopedycznym na szyi – jest to przesada. Sądzę, że gdyby 11 listopada podczas starć organizacji radykalnie lewicowych i radykalnie prawicowych Straż Miejska w ten sposób potraktowała dziennikarza „Gazety Wyborczej”, to protestowałyby zagraniczne dzienniki lewicowe i obrońcy praw człowieka – dodał Świetlkik.

Na pytania o powiązanie polityczne Stróżyka Świetlik odwołał się do represji wobec Andrzeja Poczobuta.

- Są media całkowicie niezależne, są także media związane z partiami. Proszę sobie przejrzeć kilka archiwalnych numerów pisma „POgłos”, a znajdzie tam Pan artykuły paru tuzów polskiej publicystyki. Natomiast wracając do tamtej sytuacji, powtarzam, to nic nie zmienia. W przypadku Andrzeja Poczobuta władze Białorusi używają dokładnie tego samego argumentu, że on był aktywistą politycznym. I on był aktywistą politycznym, ale co z tego? W środowisku „Gazety Wyborczej” jest szereg osób, które były związane z Unią Wolności, czy były zaangażowane politycznie. Czy z tego powodu nie powinni podlegać zasadom dziennikarskiej solidarności koleżeńskiej? Oczywiście, że powinni im podlegać. Argumentacja, że jeśli facet angażował się politycznie to można mu wtłuc, bo dziennikarze nie będą reagowali, jest okropna

eMBe/Niezalezna.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »