Zjednoczona Europa opiera się na przekonaniu, że cały kontynent to jednolity obszar, zamieszkały przez jedno społeczeństwo, ludność pozbawioną własnych potrzeb, bez swojej historii, tożsamości czy narodowych interesów. Zamiast nich w zjednoczonej Europie realizuje się interesy najsilniejszych krajów UE i lansuje liberalny obraz społeczeństwa. Typowo sowieckie podejście do Europy widoczne jest w sposobie patrzenia i działalności brukselskich urzędników. Cała Europa jest traktowana według swoistej zasady urawniłowki – każdy musi mieć tak samo, robić to samo, myśleć to samo. Taki sposób rozumowania prezentuje również polski rząd, który coraz częściej przyjmuje brukselski punkt widzenia i woli realizować interesy i plany bardziej korzystne dla Unii niż Polski. Ten sposób myślenia był podstawą decyzji o włączeniu się w program relokacji imigrantów, którzy masowo przybywają do Europy Południowej. Polska zapowiedziała, że przyjmie część z nich i zapewni im pobyt w naszym kraju.
Polskie władze zachowały się tak, jakby uwarunkowania Polski były takie same jak krajów z Zachodu. Tak jednak nie jest. Kraje "starej" UE nie mają do rozwiązania kwestii deportacji wojennych swoich obywateli. Polski rząd zupełnie się jednak nie przejął tym, że za naszą wschodnią granicą wciąż żyją tysiące Polaków, którzy chcieliby wrócić do ojczyzny. To na ich powrót polski rząd powinien wyłożyć pieniądze. To ich powrót do kraju powinien być sprawą najważniejszą dla Warszawy. Szczególnie, że najbliższy okres może być ostatnim momentem, w którym Polacy wywiezieni na Wschód lub ich potomkowie są zainteresowani powrotem do ojczyzny. Wraz z upływem czasu maleje ich przywiązanie do Polski, a ludzie, którzy byli z niej wypędzani, coraz częściej umierają. Tymczasem rząd Tuska woli wydawać pieniądze na zapewnienie życia w Polsce mieszkańcom Somalii i innych krajów wschodniej Afryki. Ta decyzja polskich władz jest zupełnie niezrozumiała i pokazuje zauroczenie wszystkim, co płynie z Brukseli. Rząd zachowuje się tak, jakby każdy pomysł polityków zjednoczonej Europy był z gruntu najlepszy dla Polski.
Polska m.in. w kwestii polityki imigracyjnej powinna działać w oparciu o swoją wizję i priorytety. Kwestią honorową dla każdego rządu powinno być umożliwienie powrotu do kraju ludziom wywiezionym siłą z Polski w czasie wojny. Polskie państwo nie starając się o ich powrót legitymizuje sowieckie wywózki Polaków. Ukarani przez ZSRS zesłaniem zostali oddani na łaskę losu przez ich ojczysty kraj, który o nich nie pamięta. Ani rząd, ani partie polityczne zdają się nimi nie przejmować. Ustawę pomagającą Polakom ze Wschodu osiedlić się w kraju złożył obecnie nie gabinet Tuska, nie któraś z partii politycznych, tylko komitet obywatelski.
Rząd, który obywatelom podnosi podatki i likwiduje ulgi, zapowiada, że znajdzie pieniądze dla ludzi nie związanych w żaden sposób z naszym krajem, którzy prawdopodobnie będą traktowali Polskę tylko jako przystanek. W większości więc środki przeznaczone na imigrantów zostaną stracone, ludzie ci nie osiedlą się w kraju na stałe. Tymczasem skierowanie uwagi na Polaków mieszkających poza granicami byłoby nie tylko spłatą długu wobec nich, ale również wpłynęłoby – choć oczywiście w niewielkim stopniu - korzystnie na sytuację demograficzną i gospodarczą w Polsce. Ci ludzie, którzy chcieliby wrócić do kraju, na pewno by w nim zostali na stałe. Tu by pracowali, żyli, studiowali, płacili podatki, zakładali rodziny, mieli dzieci itp. Inwestowanie w ich powrót jest więc dużo bardziej opłacalne również ze względu na sytuację demograficzną i gospodarczą Polski. To na ich sprowadzeniu kraj zyskałby dużo więcej niż na przyjmowaniu uciekinierów z Afryki. To również oni mają szansę na asymilację w Polsce, szczególnie, że kultywują często polskie tradycje, w rodzinnych domach rozmawiają po polsku i czują się Polakami. Takich odczuć nie mają imigranci z Afryki. Ich przyjazd do Polski może więc skutkować głównie powstawaniem społeczności niezasymilowanych i powodujących kłopoty społeczne. Skutki funkcjonowania takich enklaw widać we Francji, w której imigranci są częstym zarzewiem społecznych konfliktów.
Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu – głosi znane powiedzenie. Polskiemu rządowi nikt nie kazał składać deklaracji dotyczących polityki imigracyjnej. Mógł po prostu milczeć. Jednak władze chciały chyba koniecznie znaleźć się w tym samym unijnym programie, co najważniejsi gracze UE. A to, że polskie państwo zamiast pomagać afrykańskim murzynom powinno się zająć Polakami żyjącymi w Kazachstanie czy Rosji, nie ma najmniejszego znaczenia. Włączenie się w politykę imigracyjną Unii Europejskiej to kolejny dowód na – jakby rzekł biskup Pieronek – zadymienie Platformy Obywatelskiej Unią Europejską. W ciemno zgadza się ona na wszelkie inicjatywy Brukseli.
Cała sprawa jest również dowodem na to, że polskie władze wciąż nie umieją wykorzystywać obecności w Unii Europejskiej dla swoich celów. Nic nie stoi na przeszkodzie, by sprawą repatriacji Polaków, czy nawet pomocy w ich życiu na obczyźnie, zainteresować Unię. Przecież za jej zgodą państwa członkowskie mogłyby wspomóc Polaków dotkniętych sowieckimi deportacjami. Liczące się w Unii Europejskiej kraje, które w przeszłości były potęgami kolonialnymi, wymusiły na Wspólnocie zgodę na płacenie składek na rzecz byłych kolonii. Takie składki, pomagające krajom postkolonialnym w rozwoju, płacą wszystkie kraje, nawet te, które o kolonii nawet nie marzyły. Jednak udało się narzucić im obowiązek niwelowania skutków polityki byłych potęg europejskich. Podobne rozwiązania można by próbować wprowadzić w odniesieniu do polskich przymusowych emigrantów. Ale rząd - ani ten, ani poprzednie - nie starały się nawet wyjść z taką inicjatywą. Obecna władza nie dość, że również nie prowadzi żadnych działań w tym kierunku, to dodatkowo niszczy swój własny program Partnerstwa Wschodniego, za pomocą którego Polska mogłaby wspierać Polonię, oraz rezygnuje zupełnie ze stanowisk w unijnej dyplomacji w państwach, w których żyje dużo polskich obywateli zainteresowanych powrotem do kraju (ubiegała się natomiast o obsadę ambasady w Jordanii i Korei Południowej). Deklaracja rządu Donalda Tuska pokazuje dobitnie, że cenniejsze dla rządzących Polską jest wsparcie imigrantów pochodzących z Afryki i pomoc unijnym partnerom. W ten sposób nikomu się nie narażą. A może ich ktoś pochwali. A to jest dla rządu ważniejsze, zwłaszcza że szef PO zdaje się liczyć na ciepłą posadkę w Unii Europejskiej, o czym wprost mówił w środę Jarosław Gowin.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

