Ekonomista szuka odpowiedzi na pytanie, czy w Polsce istnieje polityka demograficzna. "Na początek dwie kontrowersje. (...) Większość osób uważa, że ważnym celem jest to, by naród się nie kurczył, ale niektórzy twierdzą, że są korzyści związane z mniejszą liczbą ludności, pod warunkiem że rozwój będzie mądrzejszy (zwiększymy innowacyjność i wykorzystamy automatyzację produkcji i usług). Ja podzielam zdanie większości, silny spadek liczby ludności można utożsamiać z wymieraniem narodu, a ekonomicznie koszty tego zjawiska są znacznie większe niż korzyści. Po drugie niektórzy są zwolennikami determinizmu demograficznego, wskazując, że jest to problem całego naszego regionu, o wielu podłożach, i że nic się nie da zrobić. Większość uważa jednak, że można poprawić dzietność w Polsce, może nie do średniego poziomu 2,1 dziecka na rodzinę zapewniającego zastępowalność pokoleń, ale znacząco. I wskazują na boom dziecięcy wśród Polek, które wyemigrowały do Wielkiej Brytanii" - pisze prof. Rybiński.

Ekonomista podkreśla jednak, że większość uczestników debaty uważa, że polityka demograficzna w Polsce nie istnieje, a niektórzy uznają, że państwo prowadzi politykę wręcz antyrodzinną, która "trwale zniechęca do rodzenia i wychowywania dzieci". Rybiński uważa, że są cztery grupy przyczyn takiej praktyki: działania państwa uderzające w rodzinę; działania państwa uniemożliwiające osiągnięcie dochodu pozwalającego na posiadanie dzieci; brak infrastruktury wspierającej posiadanie dzieci; przyczyny kulturowe, promowane wzorce.

"Koszt wychowania dzieci przekracza możliwości finansowe wielu rodzin. Niektóre koszty są niepotrzebne, np. co dwa lata nowe, bardzo drogie podręczniki, a nie można kupić używanych. Bardzo drogie mieszkania, które dodatkowo podrożały w wyniku interwencji państwa, czyli programu „Rodzina na swoim”. Zresztą w programie tym można kupić lokum na rodzinę najwyżej 2+2. Brak poczucia bezpieczeństwa u kobiet, których większość stoi przed wyborem: albo praca, albo dziecko. Urzędy z wrogą postawą wobec rodzin. Dostęp do publicznej opieki zdrowotnej na zadowalającym poziomie jest coraz trudniejszy, a opieka prywatna jest bardzo droga" - pisze Rybiński.


"Promowanie wzorca „jesteś obywatelem multi-kulti Europy, możesz wszędzie wyjechać, cała Europa jest twoim domem”. Płacimy za wychowanie (utracony dochód matki) i naukę (płaci państwo) dzieci, a potem obywatele Europy wyjeżdżają pracować, płacić podatki i rodzić do innych krajów. W mediach promuje się model singla lub mówi o patologiach, nie ma wzorca rodziny 2+3 lub 2+4. Dominuje konsumpcyjny wzorzec „mieć” – mieć dom, mieć samochód, mieć gadżet – zamiast „być szczęśliwą, pełną rodziną”. Dodatkowo postępująca zmiana roli kobiety w społeczeństwie – aktywizacja zawodowa – często stoi w sprzeczności z większą dzietnością, a złe odżywianie się, rozwój antykoncepcji i jej dostępność w bardzo młodym wieku powodują problemy z płodnością" - czytamy w artykule ekonomisty.

"Polska to nie jest przyjazny kraj dla rodzin wielodzietnych. To smutne i zarazem groźne dla przyszłości naszego kraju" - puentuje Rybiński.

 

AM/Dziennik Gazeta Prawna