Portal Fronda.pl: "Dziennik Polski" bije na alarm, że coraz mniej ludzi uczęszcza w rekolekcjach. Czy Ksiądz, jako wieloletni rekolekcjonista, także dostrzega taką tendencję?
Ks. Robert Skrzypczak*: Osobiście tego nie zauważyłem, ale z pewnością trzeba by się uważnie przyjrzeć tym twierdzeniom. Mam wrażenie, że często popadamy w taki swoisty pesymizm, więc być może to jest po prostu takie „krakanie”. Słyszałem już, że „mało ludzi jedzie na beatyfikację papieża”, „coraz mniej ludzi chodzi do kościoła”, „coraz mniej ludzi się spowiada”, teraz rekolekcje. Obawiam się, że to trochę takie szkicowanie czarnego scenariusza, według którego tak powinno być.
A nie jest?
Nie zauważyłem osobiście takiej tendencji. Wręcz przeciwnie. Dla wielu ludzi rekolekcje, zwłaszcza te wielkopostne, pozostają takim żelaznym punktem ewangelizacji. Wielu z tych, którzy nie chodzą regularnie do kościoła, ciągnie na rekolekcje.

Może z przyzwyczajenia? Resztek przyzwoitości?
Z przyzwyczajenia? Pewnie trochę tak. To, co w Wielkim Poście najbardziej przyciąga ludzi do Kościoła to właśnie rekolekcje i nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Oczywiście, nie możemy się zadowolić samymi rekolekcjami. Trzeba pamiętać, że należy ewangelizować podejmując się różnych sposobów. Ludziom trzeba przychodzić z pomocą, ze Słowem, na różne sposoby.
Również sposoby niekonwencjonalne? „Rekolekcje dla singli”, „rekolekcje dla zaganianych”, a nawet na Facebooku – to ma Ksiądz na myśli?
To jest już zupełnie inna forma rekolekcji. Trochę podobna do tej, jaką ludzie przeżywają na Zachodzie Europy. Tam nie ma rekolekcji w sensie wielkopostnego czy adwentowego przepowiadania w parafiach. Jeśli są rekolekcje, to mają formę wyjazdu dla jakiejś grupy, bardziej elitarnej, dla zainteresowanych.
Dla tych, którzy po prostu tego chcą?
Dokładnie tak. Bezpośrednio wracam z rekolekcji, które głosiłem dla polskiej młodzieży w Paryżu. Byłem bardzo poruszony, bo oni przyjeżdżali na rekolekcje wieczorami, z całego Paryża, a często spoza miasta, mając do pokonania godzinę albo półtorej drogi, a mimo to przychodzili i z wielką chęcią słuchali nauk. Jednego dnia spowiadaliśmy do pierwszej w nocy, to były piękne spowiedzi. Czułem jednak, że to są ludzie, którzy naprawdę tego chcą, podchodzą bardzo poważnie do tej formy spotkania ze Słowem, ze względu na to, że to ich więcej kosztuje, że znoszą także trudności życia na emigracji, borykają się z brakiem szacunku, brakiem poczucia bezpieczeństwa.

To, co wymaga od nas większego poświęcenia, bardziej doceniamy. Jesteśmy tego bardziej świadomi. Przecież wiara, paradoksalnie, najsilniejsza jest tam, gdzie Kościół jest prześladowany.
Rutyna zazwyczaj zabija ducha. Jest jak rdza, która niszczy najlepsze rzeczy w życiu. Ta duchowa rutyna jest jedynym rodzajem rdzy, która może wgryźć się nawet w złoto. Dlatego, jeśli rekolekcje stają się tylko przyzwyczajeniem, albo obowiązkiem, to stąd może wynikać ta tendencja zniżkowa, jeśli chodzi o udział w rekolekcjach. Może to dotyczy szczególnie rekolekcji szkolnych, które mają jakąś usankcjonowaną formę, zorganizowaną, po trosze przymusową, wtedy ludzie jej nie chcą. Nie cieszy ich fast food, chcą prawdziwego pokarmu.
Więc szukają. Ale chyba nie zawsze we właściwy sposób...
Istnieje tzw. churchizm. To zjawisko szczególnie obserwowane w wielkich miastach. Ludzie mniej są zainteresowani przeżywaniem wydarzeń duchowych we własnej parafii, raczej udają się na poszukiwania. Pięknej liturgii, ładnej świątyni, ciekawego rekolekcjonisty, jakości przepowiadania. Rekolekcję wybierają często właśnie ze względu na popularnego rekolekcjonistę.
A wracając do tych „niekonwencjonalnych” rekolekcji – czy internetowe albo takie w formie nagrań mp3 na iPoda to nie jest spłycanie idei?
Tutaj trochę rozmywa się samo pojęcie rekolekcji. Tym pojęciem określa się zarówno tradycyjne przepowiadanie, jak i rozsyłanie teksów na Facebooku, czy cytatów z Pisma Świętego esemesami. To oczywiście rekolekcjami nie jest, to bardziej forma informowania ludzi, czy dawania im jakiejś duchowej lektury. W moim przekonaniu rekolekcje to zawsze osobowe spotkanie, czyli forma głoszenia Chrystusa, dawania świadectwa, na żywo, bezpośrednio. To jest to, co święty Paweł nazywa głupstwem przekazywania Ewangelii; ratuje wiarę i daję wiarę człowiekowi, który znajduje się w różnych sytuacjach, w różnych momentach życia.

Być może popularność rekolekcji w Polsce bierze się także stąd, że człowiek, który ma trudności w życiu, przeżywa różne problemy, potrzebuje słowa, które doda mu odwagi. Także słowa zachęty, by opierać się w tych trudnościach o Pana Boga.
Mówił Ksiądz o fast foodzie. Mówi się, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Coraz częściej widzę propozycje rekolekcji połączonych z postem, np. z postem Daniela. Co Ksiądz na to?
Tutaj radziłbym ostrożność. Post Daniela kojarzy mi się jednoznacznie z terapią zdrowotną. Ma on oczyścić metabolizm, albo pomóc w zrzuceniu nadwagi. To jest dość śliski temat. Wydaje mi się to o tyle niebezpieczne, o ile mamy tu do czynienia z ryzykiem zbanalizowania samych rekolekcji – przeżywamy je jako formę wspomagania diety.
Czasem odnoszę wrażenie, że dla niektórych Wielki Post staje się po prostu Wielką Dietą. I bynajmniej nie ma na celu duchowych owoców, ale po prostu jest wielkim odchudzaniem...
I to jest właśnie to pomieszanie pojęć, o którym wspominałem. Tak, jak rekolekcje można mylić z jakimś psychologicznym instruktażem, czy formą psychoterapii, tak samo można pomieszać post z dietą, co nie jest tym samym.

To czym jest post?
Post podejmuje się z pragnienia większego otwarcia na Słowo Boga. „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym Słowem, które pochodzi z ust Boga” - mówi Pismo. Jest to też otwarcie się we wrażliwości na drugiego człowieka. Chrześcijańskie podejście do postu ma też na celu miłość bliźniego, to związane także z kształtowaniem w sobie wspaniałomyślności względem innych ludzi – odbieram sobie pokarm, żeby wspomóc mojego bliźniego, dać drugiemu, głodnemu.
A dieta?
Dieta, jak to dieta – ma na celu skoncentrowanie się na samym sobie. Byłoby dziwne, aby przedmiotowo traktować Pana Boga i Ewangelię dla osiągania celów zdrowotnych, terapeutycznych, czy po prostu estetycznych.
Rozmawiała Marta Brzezińska
*Ks. Robert Skrzpczak: doktor teologii, duszpasterz akademicki w Warszawie, publikował m.in. w "Rzeczpospolitej" i "Znaku", wieloletni rekolekcjonista
(Główna fotografia pochodzi z fotobloga Jakuba Szymczuka)
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

