Publicysta zastanawia się, dlaczego mimo usilnego od lat i nagłaśnianego medialnie ułatwiania życia przedsiębiorcom, likwidowania biurokratycznych barier i deregulowania, Polska wciąż znajduje się w tej dziedzinie za Rwandą.
"Kiedy niedawno okazało się, że Polska wykonała skok o siedem oczek w prestiżowym rankingu Doing Business, obrazującym warunki prowadzenia działalności gospodarczej, premier Tusk z wicepremierem Pawlakiem i ministrem Gowinem na specjalnej konferencji dzielili się swą radością. Cieszyłbym się i ja, ale niebacznie zajrzałem do tabeli państw biorących udział w tym współzawodnictwie Banku Światowego. Po wspomnianym wielkim skoku zajmujemy dopiero 55. miejsce za takimi tuzami jak Rwanda (52.) czy Peru (43.). To powód do wstydu, a nie radości. Co gorsza, ten awans zawdzięczamy w dużym stopniu specjalnej akcji informacyjnej i łagodnej perswazji w Waszyngtonie, gdzie powstawał ranking. Okazało się, że jego twórcy przeoczyli kilka korzystnych dla przedsiębiorców zapisów i zmian. Wyniki udało się więc nieco podkręcić" - pisze Różyński.
Dziennikarz "Rzeczpospolitej" zauważa jednak, że w innych zestawieniach nie widać postępów. Jako przykład podaje Paying Taxes, obrazujący łatwość płacenia podatków czy przygotowywany przez Heritage Foundation wraz z „The Wall Street Journal" ranking wolności gospodarczej. W 2011 roku w Paying Taxes Polska spadła o sześć pozycji na 127. miejsce i została sklasyfikowana między Tanzanią i Zimbabwe. Natomiast w rankingu Heritage Foundation zajęliśmy dopiero 64. miejsce. Natomiast w klasyfikacji wolności gospodarczej, przeprowadzonej przez Instytut Frasera z Kanady, Polska spadła o sześć oczek, zajmując 48. miejsce.
"To, że jeszcze nasza gospodarka się kręci, zawdzięczamy niesamowitej przedsiębiorczości i wytrwałości Polaków, często zahartowanych jeszcze w czasach komuny. Mówiąc kolokwialnie, trzeba się wziąć ostro do roboty i robić to z sensem, zamiast upajać się kilkoma oczkami w górę w jednym z rankingów" - pisze Paweł Różyński.
Publicysta zauważa, że co się uda zderegulować, natychmiast posłowie znów uregulują, tyle że inaczej. Jego zdaniem zmorą biznesu jest "sejmowa biegunka legislacyjna", a także dążenie do wzięcia w ramy wszystkiego, co tylko możliwe.
Według Różyńskiego Donald Tusk myli się, mówiąc, że poprawa klimatu dla rozwoju biznesu to maraton, a nie sprint. "Panie premierze, to powinien być sprint, bo maraton długo trwa i nie każdy go kończy. Już wystarczająco dużo czasu zmarnowaliśmy na truchtanie. To, że idzie nam w tej mierze jak po grudzie, jest o tyle zastanawiające, że nie chodzi tu ani o gigantyczne pieniądze, ani o bolesne reformy jak wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat" - tłumaczy publicysta.
Jego zdaniem wyjściem z sytuacji jest powstanie jednej strategii i jednego głównego źródła usprawniania państwa, usytuowanego przy premierze, składającego się z najlepszych ekspertów z głowami pełnymi pomysłów i energią.
"Premier chce powołać stałą komisję w Sejmie do spraw deregulacji. Na samą myśl włos jeży się na głowie. Im więcej polityków trzyma się od tego z daleka, tym lepiej. Posłowie nie są zainteresowani ciężką, niewdzięczną pracą, której efekty widać dopiero w dłuższej perspektywie. Mieliśmy już medialny show komisji „Przyjazne państwo" Janusza Palikota. Czego tam nie było? Nawet wspinaczka w świetle kamer po stertach aktów z Dzienników Ustaw" - pisze Różyński.
Komentator "Rzepy" uważa, że tematem numer jeden powinno być usprawnienie sądownictwa gospodarczego i skrócenie czasu trwania spraw. To właśnie te kwestie przesądzają o kiepskiej pozycji Polski w rankingach.
"Takimi zmianami muszą się zajmować kompetentni ludzie z zewnątrz. Reformowanie samych siebie zwykle nie jest skuteczne. Dlatego urzędnicy nie powinni reformować urzędników. Tak bowiem usprawnią swoje działanie, że trzeba będzie zatrudnić tabuny kolejnych. Na niższym szczeblu dobrym pomysłem byłoby nagradzanie finansowe za pomysły i konkretne zrealizowane projekty" - wyjaśnia Różyński.
Cały artykuł na portalu "Rzeczpospolitej"
AM
