Marta Brzezińska: SLD chce zmienić ustawę o cmentarzach i chowaniu zmarłych tak, aby rodziny mogły przechowywać urny z prochami bliskich w domach oraz by można było rozsypywać prochy w wydzielonych miejscach. Co jakiś czas czytam o podobnych inicjatywach. Dlaczego ludzie w ogóle wpadają na takie pomysły?

 

Marcin Radomski OFM Cap: Trudno odgadnąć, dlaczego ludziom przychodzą do głowy pomysły takie, jak na przykład rozsypywanie prochów swoich bliskich. Wiadomo, że Kościół w nadzwyczajnych przypadkach (sic!) dopuszcza ewentualność spalenie zwłok. Nie jest temu całkowicie przeciwny, ale trudno to uznać za zwyczajną formę. To wynika z tradycji biblijnej, ale przede wszystkim chodzi o kwestię wiary i szacunek do ciała osoby zmarłej. Dlaczego ludzie wpadają na takie pomysły? Wydaje mi się, że gdzieś w podświadomości nie mają oni wiary w życie wieczne. Rozsypanie prochów w jakimś ulubionym miejscu, czy nawet trzymanie ich w domu, może być związane z przekonaniem, że to już jest ostateczna forma. Z drugiej strony, może to być takie typowo ludzkie – tak, jak trzymamy różne pamiątki, tak może chcielibyśmy zachować przy sobie jakąś cząstkę bliskiej nam osoby.

 

Ale w jakim celu?

 

Trudno powiedzieć, ale to też o tyle ciekawe, że być może na kanwie tego tematu pojawi się kwestia relikwii. Dlaczego można w kościele, albo nawet w domu trzymać relikwie świętego, a już nie powinno się mieć szczątków bliskiej osoby. Tu trzeba mieć świadomość, że ta pierwsza sytuacja wynika z wiary w życie wieczne i obcowanie ze świętymi, a druga – jest zaprzeczeniem pierwszej.

 

Do tego dochodzą jeszcze przyczyny, dla których sam zmarły wyraził wolę, by jego prochy zostały rozsypane.

 

Dokładnie. Trzeba rozgraniczyć pomiędzy przyczynami, dla których robią to osoby, które chcą posiadać prochy zmarłego, a czym kierują się osoby, które po śmierci chcą być na przykład rozsypane w jakimś miejscu. To są dwie różne rzeczy.

 

Być może dana osoba nie życzy sobie tradycyjnego pochówki i pomnika, bo nie chce, by ktokolwiek przychodził na jej grób. Nie chce utrzymywania pamięci o nim.

 

Tak też może być. Wydaje mi się jednak, że wynika to z podświadomego związania z miejscem i niewiary w życie wieczne, pozagrobowe. Ta przestrzeń się kończy. Niewykluczone, że ktoś życzy sobie być rozsypanym, bo nie chce, aby pozostało po nim jakieś miejsce pamięci, nagrobek, gdzie będą przychodzili bliscy. Każdy kieruje się innym powodem.

 

Czy takie pomysły wynikają także z tego, że wciąż nie bardzo umiemy przeżywać śmierć bliskich?

 

W tym wszystkim ważne jest nasze doświadczanie śmierci. Proces laicyzacji dotyka także to doświadczenie. Skąd się bierze rozsypywanie prochów? Skąd takie pomysły? Po części, z filmów, książek, kultury opisującej doświadczenia panteistyczne, jedności ze światem. Laicyzacja dotyka przestrzeni podejścia do śmierci. My w ogóle nie mówimy o przeżywaniu śmierci, nie ma odpowiedniej formacji do przeżywania śmierci. Ludzie wierzący także nie zawsze potrafią przeżywać śmierć bliskich, przyjaciół, rodziny. W mojej wspólnocie braci kapucynów, kiedy umiera nasz współbrat, nie ma jakiejś smętnej stypy, ale jest uroczyste spotkanie, wspólny posiłek. Wiadomo, że odczuwamy jakiś ludzki smutek, ale po co się smucić, jeśli ktoś odszedł w lepsze miejsce, do Ziemi Obiecanej?

 

Zachowujemy się tak, jakbyśmy nie chcieli kogoś wypuścić do tej Ziemi Obiecanej? Albo też samemu nie chcieli tam wejść?

 

Mam wrażenie, że te wszystkie pomysły z rozsypywaniem prochów to tak, jakby człowiek uparcie chciał trwać na pustyni, jak Izraelici, którzy przez 40 lat błądzili. Człowiek nie chce wejść do Ziemi Obiecanej, czegoś, co chce dać Pan Bóg.

 

A jak zachować się w sytuacji, kiedy ktoś pozostawił takie ostatnie życzenie, a my jesteśmy wierzący? Ale jednocześnie chcielibyśmy uszanować ostatnią wolę zmarłego.

 

Jeżeli patrzymy na to z perspektywy osoby wierzącej, która jest w Kościele, to wiadomo, że nie będzie ona chciała postępować niezgodnie z nauką Kościoła. Jeśli osoba, która zajmuje się wypełnieniem takie testamentu jest wierząca, to wiadomo, że z takiego pochówku raczej nic będzie. Co więcej, osoba wierząca nie będzie miała takiej ostatniej woli. Jeśli ktoś zostawia takie życzenie, to trzeba się zastanowić, czy w ogóle jest osobą wierzącą. Ile ma wspólnego z Kościołem. Nie wyobrażam sobie, by człowiek wierzący wpadł na taki pomysł.

 

Gwoli jasności – rozsypywanie prochów, tudzież trzymanie ich w domu na półce jest niezgodne z nauczaniem Kościoła.

 

Oczywiście, że niezgodne. W żaden sposób nie pasuje do rzeczywistości Kościoła.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska