Wskaźnik dzietności we Włoszech wynosi obecnie 1,32 dzieci na jedną kobietę. Szacuje się, że 25 proc. Włoszek nie ma w ogóle dzieci, a kolejne 25 proc. będzie miało tylko jednego potomka. Jednocześnie niskiemu wskaźnikowi urodzeń towarzyszy proces szybkiego starzenia się społeczeństwa. Przykładem może być północno-zachodni region Liguria, gdzie dzieci i młodzież stanowią tylko dziesiątą część społeczeństwa.

- Równowaga demograficzna jest nie tylko konieczna dla fizycznego przetrwania społeczności, która bez dzieci nie ma przyszłości, ale jest także warunkiem istnienia ciągłości i zgody pokoleniowej, która jest niezbędna dla normalnej dialektyki demokratycznej – stwierdził kard. Bagnasco.

Hierarcha niski przyrost naturalny wpisuje w „poważną katastrofą kulturalną”, której czoła musi stawić włoska demokracja. Uważa, że obecnie panuje niesprzyjający klimat kulturowy, który powoduje, że związki i rodziny rozpadają się bardzo wcześnie pod naporem różnych trudności dnia codziennego.

– Ludzie nie widzą sensu w codziennym zmaganiu się z trudnościami – diagnozuje arcybiskup Genui. – Nie jest ważna dla nich przyszłość, tylko chwila obecna, która może przynieść natychmiastową satysfakcję. Wierność małżeńską traktuje się jako coś nudnego i niepożądanego – kontynuuje kard. Bagnasco.

Od strony ekonomicznej jego słowa wspiera prezes Banku Watykańskiego. Przez długie lata sądziliśmy, że powstrzymując się od rodzenia dzieci będziemy bogatsi i będzie nam się lepiej żyło. A jest dokładnie odwrotnie: staliśmy się bardziej ubodzy – podkreślił prof. Gotti Tedeschi w wywiadzie dla dziennika Il Tempo. Ekonomista podkreśla, że pojawianie się nowych dzieci wprawia w ruch całą gospodarkę, a dla państwa oznacza rozwój, inwestycje i oszczędności.

maj/Lifesitenews.com/RV

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »