Odejście Arsenija Jaceniuka z funkcji prezydenta Ukrainy mocno komplikuje i tak już trudną sytuację w Kijowie. Na całym zamieszaniu mogą zyskać siły polityczne, które najwięcej straciły w wyniku pomajdanowych wyborów z 2014 r.
Arsenij Jaceniuk jest premierem od lutego 2014 r. stojąc na czele rządu popieranego przez prawie wszystkie siły w ukraińskim parlamencie. Jednak słabe tempo reform, problemy ekonomiczne i mizerne efekty walki z korupcją znacząca zmniejszyły poparcie dla ekipy rządzącej Ukrainą. Jej prezydent, Petro Poroszenko, już w lutym próbował doprowadzić do dymisji premiera Jaceniuka, jednak wniosek o wotum nieufności przepadł w głosowaniu. Co ciekawe, Front Narodowy odchodzącego premiera i Blok Petra Poroszenki tuż po dymisji rozpoczęły rozmowy o utworzeniu nowego rządu. Najpoważniejszym kandydatem na nowego premiera jest Wołodymyr Hrojsman, obecny przewodniczący parlamentu.
Trudne początki demokracji
Żeby zrozumieć obecną sytuację na ukraińskiej scenie politycznej, trzeba się wgłębić trochę w najnowszą historię kraju nad Dnieprem. Uzyskując niepodległość w 1991 r. Ukraina nie miała prawie żadnych tradycji demokratycznych. Jedyną siłą polityczną, mającą realne zaplecze organizacyjne, była Komunistyczna Partia Ukrainy. Dodatkowo, Ukraińcy borykali się z podziałami geograficznymi i dużą rolą oligarchów w polityce. Dlatego zdecydowano się na przyznanie dużej władzy prezydentowi kraju. W latach 90-tych scenę polityczną zdominował Leonid Kuczma, umiejętnie balansując pomiędzy Europą a Rosją. Jednak wybory w 2004 r. pokazały głęboki podział w społeczeństwie ukraińskim, który doprowadził do pomarańczowej rewolucji.
W ramach kompromisu między obozem prozachodnim a zwolennikami Wiktora Janukowycza zmieniono konstytucje osłabiając pozycję prezydenta względem parlamentu. Wpłynęło to negatywnie na podzieloną wewnętrznie i niepotrafiący zdobyć zdecydowanej przewagi w wyborach koalicję pomarańczowych. Zamiast reformować kraj prezydent Juszczenko i premier Tymoszenko grzęźli we wzajemnych wojnach podjazdowych. W wyborach w 2010 r. wygrał już Wiktor Janukowycz, a urzędujący prezydent otrzymał zaledwie 5,5% głosów. Nowy prezydent umocnił swoją władzą wycofując z konstytucji poprawkę osłabiającą jego władzę i zmieniając ordynację, dzięki czemu połowa posłów wybierana była w okręgach jednomandatowych, co wzmacniało pozycję lojalnych wobec Janukowycza lokalnych oligarchów.
Po rewolucji
Rewolucja godności z 2014 r. przeorała ukraińska scenę polityczną. W maju 2014 r. wybory prezydenckie wygrał Petro Poroszenko, potentat z branży spożywczej. Był on pierwszym kandydatem w historii Ukrainy, który wygrał już w pierwszej turze. Wydawało się, że Poroszence udało się przełamać podział Ukrainy na wschód i zachód, wygrywając we wszystkich okręgach. Wszyscy komentatorzy byli przekonani się, że skonstruowany przez niego blok wyborczy, w który zaangażował się m.in. UDAR Witalija Kliczki, bez trudu wygra jesienne wybory parlamentarne, i będzie stanowić podporę nowego rządu. Ostatecznie przegrał on jednak nieznacznie z założonym przez premiera Arsenija Jaceniuka Frontem Ludowym. Znacznie słabsze wyniki otrzymali pozostali liderzy pomarańczowej rewolucji, Batkiwszczyna Julii Tymoszenko dostała niecałe 6% głosów, a neobanderowska Swoboda nie dostała się do parlamentu.
Rząd ostatecznie utworzyły wszystkie grupy parlamentarne oprócz Bloku Opozycyjnego, skupiającego byłych polityków Partii Regionów. Podobnie jak w przypadku pierwszej pomarańczowej koalicji, także i obecny prozachodni rząd, targany sprzecznymi interesami tworzących je grup politycznych, nie jest w stanie zdecydowanie reformować kraju. Po przywróceniu do konstytucji poprawki wzmacniającej pozycje parlamentu kosztem prezydenta, po raz kolejny Ukraina jest świadkiem rywalizacji tych dwóch ośrodków władzy. Niezadowolenie społeczne najbardziej uderzyło we Front Ludowy, który notuje poparcie nie dające mu żadnych szans na przekroczenie progu wyborczego. Słabe sondaże zbliżyły do siebie dawnych rywali, gdyż Solidarność Petro Poroszenki zbiera w badaniach około 12%. Beneficjentem rządowych problemów jest Julia Tymoszenko, której partia z ponad 20% głosów respondentów jest liderem sondaży.
Co po Jaceniuku?
Nowy rząd w Kijowie będzie opierał się prawdopodobnie na koalicji Solidarności Petra Poroszenki i Frontu Ludowego Arsenija Jaceniuka. Ratunkiem dla obecnego układu politycznego wydaje się być międzynarodowy zaciąg. Od dłuższego czasu, jako o potencjalnym premierze mówi się o byłym prezydencie Gruzji, obecnym gubernatorze Obwodu Odeskiego, Michaile Sakaszwilim. Propozycję objęcia teki ministra finansów dostał były szef tego resortu na Słowacji, Ivan Miklosz. Być może do rządu wróci były Minister Gospodarki, Litwin Aivaras Abromavičius. W dyskusjach o nowym rządzie padało też nazwisko Leszka Balcerowicza. Wszystkie te przypuszczenia mogą przekreślić nowe wybory. Oprócz Julii Tymoszenko w sondażach zyskują jednak też ugrupowania skrajne, czyli Blok Opozycyjny i Swoboda. W związku z tym, nowy parlament prawdopodobnie nie będzie wcale bardziej spójny od obecnego.
Bartosz Bartczak
