- My mu wszystko pokazywaliśmy, ale on tak jakby... my o wszystkim przy nim rozmawialiśmy, on słuchał – opowiada lekarz z 25-letnim stażem o udziale w sekcji prokuratora Parulskiego. Zaznacza, że to była zwykła sekcja zwłok. - Z tym, że tę sekcję zwłok przeprowadzaliśmy w nocy. Brało w niej udział dwóch oficerów śledczych z prokuratury [rosyjskiej'/>, którzy tę ekspertyzę zarządzili. I jeszcze był z nami przy tym badaniu zastępca dyrektora rosyjskiego Centrum Medycyny Sądowej z Moskwy – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Czynności sekcyjne trwały mniej więcej od godziny pierwszej w nocy do szóstej rano. Jak relacjonuje Maksymienko ciało prezydenta miało mnóstwo obrażeń i było „w bardzo złym stanie”. - Ciało było dosłownie zmiażdżone. Brakowało nóg – relacjonuje lekarz i dodaje, że w salonce samolotu jest dużo przedmiotów i elementów, które mogą spowodować uraz.

Lekarz opisuje też, jak wyglądała praca rosyjskich ekspertów na smoleńskim lotnisku, zaraz po katastrofie. – Oznaczaliśmy ciała i pracownicy Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych wyciągali te ciała z miejsca katastrofy i rozkładali w odpowiednie sektory, potem ciała ofiar były wkładane do worków, do trumien i samolotami były wysyłane do Moskwy, a może helikopterami, dokładnie nie wiem czym – mówi Maksymienko.

maj/Nasz Dziennik

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »