Obecny kryzys polityczny na Ukrainie to kolejne stadium rozwoju postrewolucyjnej sytuacji nad Dnieprem. Choć na razie nie wynikają z niego poważne implikacje dla bezpieczeństwa kraju, to w dłuższej perspektywie zagrożenia w tym zakresie będą wysoce prawdopodobne. Na ukraińskiej scenie politycznej karty wciąż rozdaje prezydent, ale jego pole manewru dynamicznie się kurczy, co może dodatkowo utrudniać zachowanie stabilności w kraju - o sytuacji na Ukrainie w analizie dla Defence24.pl pisze Paweł Kost.
Prawdopodobne powołanie nowego rządu Wołodymyra Hrojsmana nie oznacza końca kryzysu politycznego na Ukrainie. Jest to tylko jego kolejna odsłona, przy czym nie ostatnia. Wynik głosowania nad zatwierdzeniem nowego premiera stoi pod dużym znakiem zapytania, a uzgadnianie poszczególnych kandydatur do nowego gabinetu ministrów odbywa się w dużych bólach nawet w obrębie partii prezydenta. Kluczowym czynnikiem, który nakazuje wątpić w trwałość nowego układu politycznego jest kruchość większości parlamentarnej, co sprowokuje jeszcze nie jeden kryzys. To podstawowe założenie, określające wydarzenia na ukraińskiej scenie politycznej na najbliższe miesiące.
Główna siła polityczna w kraju – Blok Petro Poroszenki (BPP) - rozważa dwa warianty przebiegu wydarzeń, oba są dla obozu prezydenta bardzo ryzykowne. Pierwszy zakłada kilkumiesięczne próby poprawy wizerunku Poroszenki i partii Solidarność, przy jednoczesnym dalszym kanalizowaniu niezadowolenia społecznego w pożądanym kierunku (czyli w stronę na razie umownego ugrupowania Saakaszwiliego), które zakończy się jesienią lub późnym latem rozpisaniem przedterminowych wyborów parlamentarnych. Zgodnie z tą koncepcją poprawa wizerunku ma być osiągnięta dzięki tradycyjnej taryfie ulgowej podczas pierwszych 100 dni rządu. Ponadto w obozie prezydenta rozważane są plany wprowadzenia kilku reform oczekiwanych przez obywateli (zmiany w prokuraturze, reforma służby publicznej), które będzie można ładnie zaprezentować społeczeństwu.
(...)
Drugi scenariusz zakłada trwanie przy obecnym składzie parlamentu i nowego rządu nawet w przypadku oczywistych problemów z zebraniem niezbędnych 226 głosów. Taki przebieg wydarzeń nieuchronnie doprowadzi do pogorszenia notowań społecznych prezydenta i BPP. Konieczność podjęcia współpracy z byłymi politykami Partii Regionów będzie w takiej sytuacji - prędzej czy później - nieunikniona. Ponadto oznacza to podgrzanie i tak napiętych nastrojów społecznych i w nieunikniony sposób przyczyni się do wzrostu popularności sił populistycznych („Batkiwszczyna” i Radykalna Partia Ołeha Laszki) oraz ugrupowań pozostałych na skutek rozpadu Partii Regionów – Bloku Opozycyjnego, Odrodzenia i Woli Narodu. To rozwiązanie raczej nie pozwoli Poroszence uniknąć przedterminowych wyborów, a jedynie przełożyć je na późniejszy termin – maksymalnie do wiosny przyszłego roku. Wtedy jednaj druzgocąca porażka BPP będzie bardzo realna.
Logicznym jest zatem, że ekipa Petro Poroszenki wybierze realizację pierwszego planu, który - choć obarczony dużym ryzykiem – jest rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Warto jednak pamiętać, że dotychczasowe decyzje prezydenta nie zawsze dawały się logicznie wyjaśnić (np. nieudolne próby zdymisjonowania rządu Jaceniuka poprzez głosowanie w parlamencie), co nie pozwala wykluczyć drugiego scenariusza.
Następstwa
Względna, ale tymczasowa stabilizacja. Stosunkowa stabilizacja sceny politycznej otworzy drogę do porozumienia dotyczącego kolejnej transzy kredytu MFW. Na tle wstępnych uzgodnień z Waszyngtonem, dotyczących wydzielenia Ukrainie 1 mld. dol., będzie to kolejny dobry sygnał, oznaczający mały krok na drodze do unormowania sytuacji makroekonomicznej.
Trudno jednak będzie oczekiwać przyspieszenia reform, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę stopniowy wzrost napięć społecznych, wywołanych podwyżkami opłat za usługi komunalne i zubożeniem społeczeństwa. Nowy rząd będzie potrzebował nowego „sztandaru reform”, którym będzie mógł pochwalić się przed wyborcami i partnerami zagranicą. Takim kierunkiem, obranym pod wpływem nacisków z zewnątrz i oczekiwań społecznych, może być reforma prokuratury lub, szerzej, modernizacja służby państwowej w połączeniu z nowymi, bardziej widocznymi i zintensyfikowanymi w stosunku do dotychczasowych działaniami antykorupcyjnymi. Kijów może realnie rozpocząć implementowanie tych zmian, co teoretycznie da siłom proprezydenckim szansę na poprawę notowań w oczach obywateli i kontynuowanie współpracy z zagranicznymi donorami. Mogą one też zwiększyć paletę możliwości bloku prezydenckiego jesienią.
Sektor bezpieczeństwa. Powyższe wydarzenia stanowią tylko tło dla ewentualnych ruchów w obrębie bloku siłowego, nie mają też praktycznie żadnego odzwierciedlenia w sektorze bezpieczeństwa. Posady w resortach siłowych to od dawna prerogatywa głowy państwa. Sądząc po doniesieniach medialnych, prezydent nie ma zamiaru dokonywać w tym zakresie żadnych gwałtownych ruchów. Sytuacji tutaj nie zmienia także utworzenie nowego stanowiska - wicepremiera ds. reintegracji terytoriów okupowanych. Nie są znane ani szczegółowe prerogatywy, ani jego zakres działalności. Oczywistym jest, że jest to wyjście naprzeciw oczekiwaniom społecznym, mające na celu poprawę wizerunku rządu w oczach społeczeństwa w zakresie szeroko rozumianej problematyki związanej z okupacją części terytorium państwa (reintegracja, przesiedleńcy).
Struktura podejmowania decyzji w sektorze bezpieczeństwa pozostanie nienaruszona. Prezydent i tak w jej ramach odgrywa kluczową rolę, co jest zresztą swoistym paradoksem, przyczyniającym się do marazmu instytucjonalnego Ukrainy, bowiem za implementację polityki odpowiada rząd, pozbawiony, de facto, wpływu na najważniejsze decyzje, w tym kadrowe. Pozytywną implikacją zmiany na czele rządu może być łatwiejsza komunikacja na linii prezydent-rząd z uwagi na dobre relacje Poroszenki z Hrojsmanem. Ponadto wydaje się, że pozostawienie w rządzie Arsena Awakowa oraz utrzymanie w orbicie prezydenta stanowisk takich jak ministerstwo obrony i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy świadczyć będzie o kontynuacji dotychczasowego kursu Kijowa w strukturach siłowych. Zmian można za to oczekiwać w Prokuraturze Generalnej, nie tyle zresztą z uwagi na zastąpienie Szokina przez inną z bliskich prezydentowi osób, a ze względu na naciski społeczności międzynarodowej i obywateli. Wbrew sceptykom, może to być początek realnych przemian w tej strukturze. Ostatnim elementem obrazu jest jeszcze pracująca bez rozgłosu medialnego Rada Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony, której sekretarz Ołeksandr Turczynow stopniowo, choć powoli, stabilizuje pracę resortów siłowych. Na działania Rady kryzys nie wpływa prawie wcale.
Reakcja Rosji. Tradycyjnie, wydarzenia nad Dnieprem są aktywnie komentowane w Rosji. Już sama dymisja Jaceniuka stała się powodem do ogłoszenia informacji o „fiasku majdanowej Ukrainy”. Nie ma wątpliwości, że dalszy rozwój wydarzeń na Ukrainie również będzie pożywką dla rosyjskich środków masowego przekazu. Warto jednak zauważyć, że głównym odbiorcą tych wiadomości będzie społeczeństwo rosyjskie. Kreml rozumie, że zmiana rządu jest tylko etapem przejściowym i liczy na większe perturbacje w najbliższych miesiącach.
