Rosjanie twierdzili bowiem, że polska załoga zbyt długo podchodziła do lądowania na autopilocie. Z raportu MAK wynika, że załoga nie wykonała czynności odejścia na drugi krąg oraz że wolant został nieznacznie ściągnięty "na siebie", ale zbyt mało, żeby odłączyć autopilota. Komitet uznał, że w Instrukcji Użytkowania w Locie Tu-154M wykorzystanie autopilota przy podejściu do lądowania według nieprecyzyjnych systemów nie jest przewidziane. Swoją tezę dotycząca autopilota strona rosyjska oparła na fragmentach zamieszczonych w transkrypcji rozmów polskiej załogi. - ILS niestety nie mamy. Kurs lądowania 2-5-9 ustawiony. ARK mamy przygotowane, 310/640, nastrojone. Piątka, szóstka, automat ciągu. (...) Aaa... Polski 1-0-1, według ciśnienia 7... - tak miał brzmieć fragment, który w ocenie MAK świadczy o błędach załogi.
Jednak Instytut Ekspertyz Sądowych ustalił, że fragment ten nie został zapisany na taśmie rejestrującej rozmowy w kabinie. Nie ma go na kopii, którą Rosja przekazała Polsce. Nie wiadomo jednak, czy kopia została wykonana nierzetelnie, czy też Rosjanie sfałszowali przebieg rozmów w kokpicie, wykonując transkrypcję. Do ustaleń Instytutu nie chce się na razie odnieść prokuratura wojskowa. - Nie wypowiadamy się na temat opinii, która jest tworzona. Będzie opinia, wtedy poinformujemy o jej treści – mówi kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Niezależnie od powodów rozbieżności transkrypcji oraz zapisów z CVR wykonanych w Rosji polska strona uważa, że wnioski strony rosyjskiej są niesłuszne. W uwagach do raportu MAK rząd zaznaczył, że podejście do lądowania na autopilocie nie jest zabroniony. - Jeśli w rzeczywiści byłby to tryb pracy zbyt trudny dla załogi lub zagrażający bezpiecznemu wykonaniu lądowania, powinien być wyraźnie zabroniony przez producenta samolotu – pisze strona polska.
- Tupolewy zwykle schodziły do określonej wysokości w automacie. Piloci samolotów wojskowych czy cywilnych zawsze to robią. To, do jakiej wysokości samolot idzie w automacie, zależy od panujących na lotnisku warunków atmosferycznych. Jeśli i samolot, i lotnisko są wyposażone w systemy precyzyjnego lądowania ILS, można to zrobić do wysokości 1 metra. Wtedy pilotowi pozostaje tylko pociągnąć drążek do siebie i przyziemić - mówią piloci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik".
Jeśli lotnisko nie jest wyposażone w system ILS, pilot schodzi zwykle w automacie do wysokości decyzji. - To zależy od decyzji kapitana statku. Im trudniejsze warunki atmosferyczne, tym dłużej prowadzi się samolot na automacie. Automat lepiej prowadzi niż pilot, szybciej i dokładniej reaguje na wszelkie odchylenia maszyny. Można nawet lądować na automacie. Załoga Tu-154M 10 kwietnia ub.r. działała prawidłowo: zeszła do wysokości 100 m, czyli do wysokości decyzji, na której kapitan decyduje: odejść czy lądować. Na wysokości 100 m pierwszy pilot powiedział: "Odchodzimy", a drugi pilot to potwierdził. A jednak nie odeszli. Właśnie wtedy musiało się coś stać - twierdzi kpt. pil. Michał Wiland, który ma 7 tys. godzin nalotu na tupolewach.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

