Przekazane do badań nośniki, takie jak aparaty i kamery wideo, noszą ślady ingerencji, w tym celowego niszczenia danych, która miała nastąpić po 10 kwietnia. Portal Niezalezna.pl donosi, że w części sprzętu taka ingerencja miała nastąpić np. między 17 a 19 kwietnia.

Informacje takie wynikają z analizy przeprowadzonej na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z 13 lipca 2010 roku. Ekspertyzie poddano aparaty fotograficzne i kamery wideo, które zabezpieczono na miejscu katastrofy Tu-154.

Portal Niezależna.pl dotarł do osoby, która widziała ten dokument w aktach śledztwa smoleńskiego.

- Ingerencja ta mogła nieodwracalnie zatrzeć ewentualne ślady wcześniejszych "modyfikacji". Według informacji portalu, specjalista ten napisał w ekspertyzie także, iż na jednej z kart pamięci są "widoczne ślady kasowania zdjęć, które prawdopodobnie były zrobione na pokładzie samolotu TU-154 – miał stwierdzić biegły, któremu ABW zleciła analizę urządzeń.

Niezalezna.pl informuje, że w kilku aparatach zawarte na nich pliki (zdjęcia) przeglądano i modyfikowano m.in. 11 i 16 kwietnia. Jedno z urządzeń – aparat fotograficzny marki Sony – ma zmieniony plik desktop.ini (12 kwietnia o godz. 16:30), a utworzony sekundę wcześniej plik wykonywalny zdravoo.exe to... wirus komputerowy.

Kto mógł dokonywać takich interwencji? Najprawdopodobniej Rosjanie, bo w tym czasie nikt inny nie miał dostępu do zabezpieczonego sprzętu.

Polscy prokuratorzy zabezpieczyli łącznie ponad 120 telefonów komórkowych, aparatów fotograficznych, kamer i laptopów należących do ofiar katastrofy.

eMBe/Niezalezna.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »